piątek, 8 lutego 2013

Rozdział 5 - Pułapka



            Dni mijały szybko. Zbyt szybko. Oczywiście, to dość zrozumiałe, kiedy pochłonięta pracą nie zwracasz uwagi na nic innego. Na przykład; na wysokiego, nieziemsko przystojnego mężczyznę, który pojawia się tuż obok w najmniej oczekiwanych momentach, jednym spojrzeniem sprawiając, że zapominasz o całym bożym świecie. Naturalnie, to nie dotyczyło Catherine. A przynajmniej tak sądziła. Wypierała ze swojego umysłu każdą, nawet najdrobniejszą myśl dotyczącą Jacka Browna, a trzeba przyznać, że było ich całkiem sporo.
            Ostatnie dni spędziła głównie w pracy za biurkiem, bądź w salonie na kanapie. Wciąż mieszkała u Daniela Madsa i Lily Harrison, a jako że w mieszkaniu znajdowały się jedynie dwie sypialnie, była zmuszona spać na kanapie. Niestety jej tymczasowe łóżko nie należało do najwygodniejszych, ale dziewczyna nie miała zamiaru mówić o tym Danowi. Chłopak już wcześniej proponował podzielenie się z nią swoim łóżkiem, stwierdzając, że przecież Catherine jest tylko przyjaciółką, a jego dziewczyna ufa mu dostatecznie, by się tym nie przejmować. Jednak Cath wiedziała, że byłoby to dość niekomfortowe. W końcu nawet zajmując salon, czuła się jak piąte koło u wozu. Starała się więc sprawiać jak najmniej kłopotów. Z reguły siedziała cicho w salonie bądź w kuchni, po raz kolejny analizując dokumenty, które przynosiła z biura Lucasa Greena. Najważniejsze, że dzięki stercie papierów zdołała już dwa razy wymigać się od pójścia na siłownię z Lily. Bez wątpienia nie chciała przypadkowo spotkać tam Browna. Co prawda, była pewna, że któregoś dnia jeszcze wpadną na siebie i wtedy nie znajdzie drogi ucieczki, ale twierdziła, że im później ten moment nastąpi, tym będzie lepiej na niego przygotowana. Drugą sprawą był fakt, że tak naprawdę sama nie wiedziała, na co dokładnie musi się przygotować. Może na odparcie uroku tego mężczyzny? Albo na zebranie w sobie magicznej siły, która pozwoli jej przy następnym spotkaniu nie wyjść na kompletną idiotkę?
            Catherine nie była jakimś wielkim znawcą w sprawach damsko-męskich, ale bez wątpienia czuła tę dziwną siłę, która ciągnęła ich do siebie, napięcie, jakie pojawiało się między nimi, gdy tylko spojrzeli w swoją stronę. Oczywiście, to była jedna z wielu myśli, jakie starała się wyprzeć ze swojej głowy. Głównie dlatego, że zawsze powtarzała, iż takie rzeczy zdarzają się jedynie w filmach, a życie rządzi się własnymi prawami. Jak więc miała wytłumaczyć całą tę dziwną energię? To raczej oczywiste, że najlepiej było unikać jakichkolwiek spotkań z Panem Tajemniczym, by uciec od tego rodzaju pytań.
            We wtorkowy poranek Catherine zjawiła się w redakcji punkt ósma. Tym razem w obawie, że się spóźni, sama zapytała Lily, czy mogłaby ją podrzucić do pracy. A to wszystko dlatego, że przed samym pójściem spać, Cath zadzwoniła do swojej babci, stwierdzając, że będzie to idealny czas na krótką rozmowę. Jak się okazało, nie doceniła ukochanej staruszki, gdyż Larissa Jones z pewnością nie miała zamiaru odbywać krótkiej rozmowy. Zamiast tego kazała swojej wnuczce opowiedzieć o wszystkim, co do tej pory wydarzyło się w Atlancie. Co prawda, Catherine ominęła znaczącą ilość zdarzeń i skupiła się na opowieściach o firmie i dokumentach, które ostatnio przeglądała, jednak to wcale nie sprawiło, że rozmowa trwała kilka minut. Po dwóch godzinach opowiadań, Larissa w końcu postanowiła odpuścić swojej wnuczce dasze przesłuchanie. Naturalnie, pod warunkiem, że Cath niedługo znowu do niej zadzwoni. Ale, jakby nie było, dziewczyna spała co najmniej dwie godziny krócej. Nie dziwne więc, że rano biegała jak szalona po mieszkaniu, szukając swoich rzeczy i szykując się do pracy. Lily jak zawsze zaproponowała swoją pomoc i w czasie, gdy Catherine brała szybki prysznic panna Harrison przygotowała dla niej zestaw ubrań – krótką czarną spódniczkę i białą luźną bluzkę, z głębokim dekoltem, a dobrane do tego czarne wysokie szpilki dodatkowo wydłużyły jej nogi. Jones nie uważała, aby był to idealny stój do siedzenia za biurkiem. Z pewnością bardziej pasował do wieczornego wyjścia na miasto, ale Cath rano miała zbyt mało czasu, by spierać się z Lily o jakieś ubrania.
            Dziewczyna szybko zaparzyła kawę i zebrała korespondencję, a już chwilę później zapukała do gabinetu swojego szefa.
            - Cześć, Catherine – przywitał się, gdy tylko weszła do środka. Zaraz po tym wrócił do sterty papierów rozrzuconych na biurku, które wydawały się całkowicie pochłaniać jego uwagę. Cały Green.
            - Zrobiłam Ci kawę, Lucas – oznajmiła, zauważając, że przez liczne dokumenty nie ma gdzie postawić filiżanki.
            - A tak, oczywiście! – jęknął, odrzucając kilka kartek na bok i robiąc miejsce na naczynie. – Cieszę się, że już jesteś. Mam do ciebie wielką prośbę.
            Dziewczyna uśmiechnęła się do Lucasa, a w jej głowie tliła się jedynie nadzieja, że nie będzie musiała sprzątać tego całego bałaganu.
            - Co mogę dla ciebie zrobić?
            Wyciągnął w jej stronę jasną teczkę.
            - Chciałbym, żebyś zawiozła te dokumenty w jedno miejsce. Zrobiłbym to sam, ale nie wydostanę się dzisiaj z tego gabinetu. Nathan potrzebuje kilku umów i muszę się z tym szybko uporać. Zresztą, gdy Jack Brown dzwonił, to powiedział, że wystarczy, jak ty to podrzucisz.
            Catherine poczuła, jak uchodzi z niej cała energia. Najwyraźniej wszelkie starania w unikaniu tego mężczyzny poszły na marne.
- Co dokładnie powiedział? – zapytała niepewna, dlaczego okazało się to dla niej tak istotne.
- Powiedział, żebym się nie kłopotał i wysłał kogoś z moich ludzi. Jak pewnie wiesz, Catherine, jesteś moim jedynym człowiekiem.
Dziewczyna posłała mu niemrawy uśmiech, w tym momencie nie ciesząc się, że jest jedyną asystentką Greena.
- Oczywiście. Gdzie dokładnie mam to dostarczyć?


~*~

            Cath już dawno się tak nie stresowała. Nawet pierwszy dzień w nowej pracy nie był tak przejmujący, jak przejście do budynku, w którym urzędował Jack Brown. Imponująca kilkunastopiętrowa budowla powalała na kolana. W budynku oprócz biura Pana Tajemniczego znajdowało się wiele głównych rezydencji najróżniejszych firm, ale w tej chwili zdawały się jej nie interesować.
            Zaraz po wejściu do budynku zatrzymał ją ochroniarz, pytając o identyfikator, co wprowadziło ją w chwilowe zdezorientowanie. Czuła się niekomfortowo, wyjaśniając mu cel swojej wizyty, jednak facet był zainteresowany tylko jednym – jej nazwiskiem. Okazało się, że cała procedura objaśniania mężczyźnie, dlaczego tu jest, była bezsensowna, gdyż jej nazwisko zostało tego ranka dołączone do listy gości. Czując, że już na starcie zrobiła z siebie wielką idiotkę, przeszła do windy.
Biuro Jacka Browna znajdowało się na dwudziestym piętrze, a zaraz po tym, jak drzwi windy się otworzyły Catherine była pewna, że trafiła w odpowiednie miejsce. Przestrzeń była ogromna, a wnętrze urządzono w nowoczesnym stylu.
Znajdowało się tutaj pokaźne biurko, przy którym siedziała jasnowłosa kobieta. Ta najwyraźniej próbowała sprawiać wrażenie poważnej, a eleganckie ciuchy zapewne miały jej w tym pomóc. Szkoda, że nie zadbała o szczegóły, jak na przykład wyrzucenie ze swojej szafy stanika w cętki, który prześwitywał przez białą bluzkę, wyraźnie zaznaczając jej ogromnie, sztuczne piersi.
            - Mogę w czymś pomóc? – zapytała, patrząc na Catherine przelotnie. Zaraz po tym wróciła do stukania w klawiaturę, udając niezwykle zajętą.
            - Przyszłam do pana Browna.
            Blondynka poprawiła okulary na nosie i obrzuciła Cath przenikliwym spojrzeniem. Spojrzeniem, które spowodowało, że Jones zaczęła żałować, że jednak nie negocjowała dzisiejszego stroju z Lily.
            - Była pani umówiona?
            - Tak.
            Kobieta westchnęła, jakby nie wierzyła dziewczynie.
            - Proszę kierować się do końca tego korytarza, tam zajmie się panią asystentka pana Browna.
            Catherine skinęła jedynie głową, nie siląc się na żadną bardziej rozbudowaną odpowiedź. Jakoś nie miała ochoty rozprawiać z tą kobietą na temat jej spotkania z Brownem. Nie czekając już ani sekundy dłużej skierowała się odpowiednim korytarzem, a gdy dostrzegła wielkie drzwi, a w ich pobliżu masywne biurko, wiedziała, że dobrze trafiła.
            - Dzień dobry – powiedziała, zwracając na siebie uwagę rudowłosej kobiety, siedzącej za blatem biurka. Sekretarka momentalnie podniosła swoje zielone oczy, posyłając Cath ciepły uśmiech.
            - W czym mogę pomóc?
- Zostałam przysłana przez pana Lucasa Greena, by dostarczyć tutaj dokumenty. Mogłaby pani przekazać je panu Brownowi?
Catherine uśmiechnęła się na samą myśl o tym, że mogłaby zostawić teczkę tej kobiecie i po prostu wymknąć się z budynku zanim jej spotkanie z Jackiem dojdzie do skutku. Czy to nie byłoby piękne?
- Catherine Jones, prawda? – zapytała, a uśmiech na jej twarzy się poszerzył. Była piękną kobietą, a liczne piegi na twarzy dodawały jej jedynie uroku. W przeciwieństwie do pierwszej kobiety, z którą Catherine miała przyjemność, ta była po prostu sympatyczna.
- Tak, to ja – odpowiedziała niepewnie.
- Pan Brown już na panią czeka. 
Och. Nici z łatwiej ucieczki.
- Proszę za mną.
Rudowłosa szybko wyszła zza swojego biurka, po czym pokierowała się do masywnych drzwi. Była bardzo zgrabna, a jej ruchy dokładnie pokazywały, że jest pewna siebie i twardo stąpa po ziemi. Wydawała się idealnie pasować na stanowisko asystentki Pana Tajemniczego. Zapukała do drzwi, by po krótkim „proszę” – które sprawiło, że serce Catherine niespodziewanie przyśpieszyło - lekko je uchylić.
- Catherine Jones już tu jest.
- Wpuść ją, Chloe.
Dziewczyna momentalnie otworzyła szerzej drzwi, robiąc miejsce dla Catherine. Jones w pierwszym odruchu miała ochotę jak najszybciej stąd uciec, by nie musieć mierzyć się ze spojrzeniem szarych oczu, ale pokusa spotkania mężczyzny okazała się większa niż jej strach. Przeszła do środka ogromnego pomieszczenia odprowadzona ciepłym uśmiechem asystentki.
- Mogę zaproponować coś do picia? – zapytała ciepło Chloe.
- Jestem przekonany, że pani Jones napije się ze mną kawy – oznajmił Jack, wstając zza swojego biurka i robiąc kilka kroków w stronę kobiet.
Catherine nie miła w sobie tyle siły, by zmusić się do odwrócenia wzroku od jego cudownego ciała odzianego w szary, szyty na miarę garnitur. Zdecydowanie ten mężczyzna powinien być zabroniony. Swoim wyglądem wodził te wszystkie biedne kobiety na pokuszenie.
Catherine głośno przełknęła ślinę.
- Jeśli się nie mylę, miałam zostawić panu jedynie te dokumenty.
Jack zwrócił się w stronę swojej asystentki, uśmiechając się do niej ciepło. Jego uśmiech zawrócił Cath w głosie.
- Dwie kawy, Chloe.
Rudowłosa wydawała się jednak być przyzwyczajona do jego uroku, gdyż zamiast rozpłynąć się tak, jak Catherine, skinęła jedynie głową, po czym wyszła z gabinetu zostawiając ich samych.
- To naprawdę zbędne, panie Brown. Jestem tu tylko po to, by dostarczyć panu teczkę. Nie chcę marnować pańskiego cennego czasu.
- Catherine – zwrócił się do niej. – Myślisz, że ta teczka w ogóle mnie interesuje? Prawdę mówiąc, już nawet nie pamiętam, co miało się w niej znaleźć.
Cath zmarszczyła brwi.
- Chce pan powiedzieć, że niepotrzebnie jechałam przez całe miasto?
- Nie powiedziałbym, żeby ta podróż była niepotrzebna. Chyba nie sądzisz, że zwabiłbym cię tutaj bez powodu?
 Przychodzą takie momenty w życiu, że człowiek nie myśli trzeźwo. Jednak są też tacy ludzie, którzy jednym spojrzeniem sprawiają, że zaczynamy gubić się we własnych myślach. Jack Brown z pewnością górował na liście osób wprawiających Catherine w zakłopotanie.
- Zwabił? – powtórzyła, mrugając nieprzytomnie oczyma. – Proszę mi wybaczyć, ale nie rozumiem, co ma pan na myśli.
- Może usiądziesz? – Zapytał, wskazując jeden z dwóch foteli stojących przed jego biurkiem.
- Postoję.
- Catherine. Usiądź.
Jones naprawdę chciała mu pokazać, że wcale nie jest jedną z dziewcząt słuchających bez mrugnięcia okiem jego rozkazów. Naprawdę chciała. Jednak w jego głosie było coś, co sprawiło, że po sekundzie zwłoki zasiadła na wolnym miejscu.
Jack Brown na powrót obszedł swoje biurko, by następnie zasiąść na skórzanym fotelu, który z pewnością kosztował więcej, niż Catherine mogła sobie wyobrazić. Rozsiadł się w nim wygodnie, lekko pocierając brodę palcami.
- Nie widziałem cię już więcej na mojej siłowni.
Cath uniosła wysoko brwi, zdecydowanie zaskoczona takim zwrotem akcji. Nie tego spodziewała się po panu prezesie. Do diabła, prawdę mówiąc, nie miała pojęcia, czego mogła się po nim spodziewać.
- Oczekiwał pan, że się tam jeszcze zjawię? Proszę oszczędzić sobie tego dołującego przedstawienia. Naprawdę dostrzegam to, że nie mieliśmy najlepszego startu. Nie powinnam była pana nazywać tak, jak nazwałam, ale to nie oznacza, że może mnie pan teraz prześladować. Jako inwestor jest pan naprawdę ważny dla naszej redakcji i zrobię wszystko, by zapomniał pan o naszym niemiłym pierwszym spotkaniu i skupił swoją uwagę tylko i wyłącznie na nowej rubryce. Nie chciałabym być powodem, przez który zrezygnuje pan z tej inwestycji.
Catherine była z siebie dumna. Cieszyło ją to, iż zdała się na odwagę i powiedziała to głośno. Nie chciała być pionkiem w żadnej grze. Nawet jeżeli karty rozdawał mężczyzna, który potrafił sprawić, że jej myśli podążały w pewnym, dość konkretnym kierunku.
Nie mogła jednak zrozumieć, skąd wzięła się w niej ta nagła odwaga na powiedzenie tego wszystkiego otwarcie. Odkąd pamiętała, raczej zatrzymywała swoje zdanie dla siebie i zamiast je rozpowszechniać, kiwała głową na pomysły innych. Tymczasem, nie pierwszy raz przy Jacku Brownie zbierała się w niej niesamowita odwaga na powiedzenie kilku odważnych słów głośno. Pytanie więc brzmiało: co miał w sobie takiego ten facet, że nieświadomie pobudzał w niej dziewczynę, o której istnieniu nie miała pojęcia?
- Jak na razie jesteś jedynie powodem, dla którego w nią zainwestowałem – odpowiedział spokojnym głosem Jack, wciąż wygodnie usadowiony na swoim fotelu.
Zaledwie sekundę później rozległo się pukanie do drzwi. Catherine jednak zbyt oszołomiona wyznaniem Browna, nie była w stanie zwrócić na nic innego uwagi. Gdy Chloe zapytała, czy dodać do jej kawy śmietanki jedynie skinęła głową, nie mogąc wypowiedzieć żadnego sensownego zdania.
Oczywiście, była w fazie zaprzeczania.
- Jeśli jest to jakiegoś rodzaju żart…
- Spotykasz się z kimś, Catherine?
To pytanie sprawiło, że w jej głowie zaszumiało, a gdzieś w oddali zapaliła się czerwona lampka sygnalizująca zagrożenie. I jak nigdy, Cath musiała się z nią zgodzić. Nie pierwszy raz odebrało jej głos. Niezdolna do jakiejkolwiek odpowiedzi, oparła się na fotelu wpatrując w mężczyznę z niedowierzaniem.
- Co to w ogóle za pytanie?
- Pytanie, jak każde inne. Po prostu odpowiedz, Catherine.
Nabrała głośno powietrza, zdając sobie sprawę, że jest w pułapce.  


21 komentarzy:

  1. Co za bezpośredniość Panie Tajemniczy :) Od początku było wiadomo, jakie Pan Brown ma zamiary wobec Cath, ale takiego zachowania się nie spodziewałam. Drań jeden!!! Och, już się nie mogę doczekać, jakie działa wytoczy, by Panna Jones była jego. Zapowiada się ciekawy pojedynek charakterów, ale sądząc po tym, jak Cath miękną kolana na jego widok, szala wygranej przychyla się na korzyść Pana Browna. Czekam na więcej.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. O tak, uwielbiam tego faceta! : D Cóż więcej mogę powiedzieć? Nie dziwię się Catherine, sama na jej miejscu zachowywałabym się i czuła podobnie. Nie mogę się doczekać następnego rozdziału, by dowiedzieć się, jak potoczyło się ich spotkanie. : D

    Ach, i nie wiem, czy zaglądałaś, ale pojawił się u mnie nowy rozdział. To nic, że beznadziejny, mam nadzieję, że mimo to zajrzysz i się zapoznasz. ; )
    [ niespodziewana-propozycja ]

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie podoba mi się ten facet. Jest jakiś dziwny.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przyjemnie się czytało :) Czekam na dalszy ciąg historii :) A przy okazji zapraszam na: http://ever-together-we-sail-into-infinity.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. kasia88wwo@wp.pl9 lutego 2013 10:58

    Uwielbiam historię tego typu :) widzę że nie tylko ja po przeczytaniu trylogii "50 odcieni" zaczęłam tworzyć swoją własną w zaciszu domowym :) nie mam na tyle odwagi bo swoje wypociny publikować ale to czyta się bardzo przyjemnie i chcę więcej :) moi bohaterowie to Erick Evans i Megan Donell :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest chociażby cień szansy, by przekonać Cię do publikacji? ;)

      Usuń
  6. Cudownie :D
    Wszystko miałam przed oczami, włącznie ze zdezorientowaną miną Cath i wyglądało to doprawdy śmiesznie xD Wiedziałam, że Brown ma coś do niej, ale żeby w taki sposób jej to powiedzieć? Szaleniec jesten :D Kolejny rozdział rysuje się według mnie bardzo ciekawie i gorąco :3
    Nie mogę się doczekać ;)
    Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Myślę, że Brown, to jeden wielki cwaniak ;P nic nie robi bezinteresownie. Mam dziwne przeczucie, że on chcę ją wykorzystać i porzucić. Byc może jest dla niego łakomym kąskiem dlatego, że Catherine udaje niedostępną, przez co jest dla niego bardziej pociągająca :) Ale mam nadzieję, że oprócz ładnego ciała, ma coś jeszcze w głowie oraz posiada wyższe uczucia ;> pozdrawiam.
    /pozorne-szczescie/

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo dobrze piszesz. Przyjemnie czyta się Twoje opowiadania.
    Czekam na więcej. Wciągnęło mnie.
    Pozdrowienia,
    Ola :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jack coraz śmielej sobie poczyna :) W sumie to trochę denerwująca jest ta jego natarczywość, ale z drugiej strony przynajmniej dzięki temu można stwierdzić, że mu bardzo zależy...
    Poza tym te ich spotkania są bardzo ciekawe. On się stara, ona też, tyle, że każde z nic o coś innego - on chce sprawić, aby ona uległa, a Cath walczy z samą sobą, żeby jednak tak łatwo się nie poddać :D Myślę, że mimo wszystko bardzo szybko polegnie :P Bo z jej relacji spotkań z Jackiem jednoznacznie wynika, jak duże wrażenie na niej robi. Ale w sumie i tak należy jej się podziw, że tak długo udaje jej się utrzymać go na dystans.
    A następny rozdział zapowiada się ekscytująco, więc czekam niecierpliwie ;)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Oj ten Jack, Jack... No cóż, podziwiam Catherine mimo wszystko. Nie każda kobieta potrafiłaby tak długo opierać się urokowi Browna, bo w końcu jak podkreśla panna Jones - mężczyzna ma coś w sobie, coś, co przyciąga kobiety i powoduje, że każda jest w stanie już po pierwszym spotkaniu z nim śnić po nocach o chociażby jednym pocałunku. Mimo wszystko polubiłam jego postać w jakiś dziwny sposób - w końcu powinien mnie denerwować swoją natarczywością. Jednak cała sytuacja wydaje się być nieco zabawna - Jack cały czas próbuje spotkać się z Cath i spowodować, by ta w końcu pokazała, że mężczyzna jej się podoba, a ona cały czas się opiera. I to jest podstawa całej tej ich gry :D

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie.
    bkk-szukajac-szczescia

    OdpowiedzUsuń
  11. Z każdym rozdziałem lepiej.. Postaci zachęcają do czytania i jestem taka ciekawa jak to się wszystko potoczy , czekam na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Dziękuję bardzo za ostatni komentarz :) Zapraszam na kolejną część, pojawiła się wcześniej. Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ciekawapostac z tego Brown'a:) Przypomina mi to troszke P. Greya z "50 twarzy Greya"Jednak jest w nim cos innego . Coś co ciągnie i chce się wiecej i wiecej;)) Pisz Moja Droga dalej:P

    OdpowiedzUsuń
  14. Kiedy przeczytałam komentarz Małgorzaty, znajdujący się powyżej, zrozumiałam od razu, że mnie również Jack kojarzy się z Christianem Greyem ;D Ale mniejsza z tym. Ja na miejscu głównej bohaterki również robiłbym wszystko, aby unikać Pana Tajemniczego. Niefortunny początek ich znajomości oraz późniejsze, pełne niezręczności spotkania faktycznie nie nastrajają zbyt optymistycznie, jeśli chodzi o przyszłość. Mimo to podoba mi się, iż Cath, pozornie obojętna na uroki Jacka, w rzeczywistości mięknie pod wpływem jego jednego spojrzenia. Wciąż zachowuje pełny profesjonalizm - brzmiała wyjątkowo spokojnie i poważnie, kiedy tłumaczyła Jackowi powód swojego zachowania - jednak wewnątrz wprost szaleje, co w ogóle mnie nie dziwi. Tak też sądziłam, iż dokumenty były jedynie pretekstem, aby ściągnąć Catherine do biura... Jestem ciekawa, co się wydarzy w gabinecie Jacka. Może tych dwoje wreszcie się ze sobą umówi?
    Czekam na ciąg dalszy.

    OdpowiedzUsuń
  15. uwielbiam tego typu książki czytam je z zaciekawieniem ,dlatego też bardzo podoba mi sie również to opowiadanie i z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy :) gratuluje pomysłu oraz daru do pisania :)A tak poza tym to mnie bardziej opowiadanie to przypomina " Dotyk Crossa" dziewczyny jeśli lubicie takiego typu literature to gorąco polecam te pozycję !!! niebawem wychodzi jej druga część .pozdrawiam i czekam na ciąg dalszy>....:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Hej, w końcu znalazłam czas, by przeczytać od razu wszystkie 5 rozdziałów :) Uwielbiam Twoje opisy, masz naprawdę ogromną wyobraźnię. Zgadzam się również z poprzedniczką, że cała sytuacja jest dość podobna do tej w "Dotyku Crossa". Uwielbiam czytać takie książki i opowiadania, dlatego z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział :)
    Zapraszam do mnie 14 lutego, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ajaj... Zapuściłem się troszeczkę, ale musisz mi wybaczyć, bo sesja :)

    Jack... Taki kurde on "hej do przodu" za bardzo... Poszedł na całość. Tylko czy to na pewno dobrze (relatywnie na przyszłość) wpłynie na Cath? Mam dziwne przeczucie, że pan "doskonały" ma pewną tajemnicę, której nie sposób odkryć nikomu, a jedynie Catherine zdoła jakoś to coś ujarzmić, tylko własnie czy to nie będzie oznaczało końca stanowczego temperamentu naszej bohaterki...

    To mi nieco przypomina sytuację (nie oskarżam o plagiat, w żadnym razie) z czytanego ostatnie przeze mnie FF... Co oczywiście skończyło się niesamowitym happy endem typu "żyli długo i szczęśliwie".

    Miejmy nadzieję, że dodasz do tego nieco więcej pikanterii...


    P.S. Serdecznie zapraszam na drugi rozdział: http://ManeQin.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  18. [SPAM]
    Hej nie masz rubryki ze spamem, więc piszę tutaj. Chciałam zaprosić cię na blog http://ruch24na7.blogspot.com/ Jest to kącik poleceń, piszemy tam wszystko co warte zobaczenia/posłuchania/odwiedzenia. Serdecznie zapraszam!

    OdpowiedzUsuń
  19. nie wiem jak to się stało, że miałam u Ciebie takie zaległości !Ale już wszystko nadrobiłam.
    Uwielbiam twoje opowiadania i już dodaje do zakładek żeby więcej nie zapominać ! Ale oczywiście jak możesz to informuj bo czasami nawet to,że mam coś w zakładkach nie znaczy,że o tym pamietam ;p
    Uwielbiam Browna, Uwielbiam Catherine !
    Jak czytam twoje rozdziały,czuje się jakbym czytała książke. Masz świetny styl, a ta historia zdecydowanie mnie urzekła.Nie moge się doczekac bliższej znajomości tej pary :D
    Pozdrawiam ! :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Agrrr...jakim prawem przeoczyłam ten rozdział?! Jestem na siebie zła :/ Na siebie, nie na Ciebie ^^ Rozdział świetny, podoba mi się, że Cath jest taka niedostępna, ale jednak nie do końca oziębła...zimna z umiarem *u* Aaa...dobra, to ja lecę dalej ^^

    OdpowiedzUsuń