poniedziałek, 7 stycznia 2013

Rozdział 1 - Nieszczęścia chodzą parami...

W poniedziałkowy poranek Catherine wstała wcześniej niż miała to w zwyczaju. Miał być to jej pierwszy dzień w nowej pracy i z pewnością nie chciała się spóźnić. Trzeba jednak zaznaczyć, że Cath nie należała do punktualnych osób. Zawsze pojawiała się na umówionych spotkaniach, już na wstępie przepraszając. Emma Doyle, jej najlepsza przyjaciółka, zdołała się przyzwyczaić do najdziwniejszych rzeczy, które przydarzały się Catherine.
Jones miała nadzieję, że nowe miasto oznacza zerwanie z dziwnymi sytuacji, ale w ramach zabezpieczenia postanowiła pierwszego dnia skorzystać z podwózki zaoferowanej przez Lily. Sama nie posiadała samochodu, a wszystko przez to, że kilkakrotnie oblała egzamin na prawo jazdy. W końcu postanowiła się poddać, zauważając, że widocznie pisany jest jej inny środek transportu. By jednak nie musieć za każdym razem opowiadać znajomym o oblanych egzaminach – choć była pewna, że i tak o tym wiedzą – zaczęła wygłaszać przemowy o ochronie środowiska i przestawieniu się na rower. Niestety nie znała Atlanty na tyle  dobrze, by poruszać się po mieście na dwóch kółkach, więc tymczasowo była zdana na Lily i jej niewielki sportowy samochód. Chociaż dobrą opcją mogła być również komunikacja miejska I z minuty na minutę dziewczyna była coraz bardziej pewna tego, że następnym razem wybierze właśnie autobus.
Lily nie potrafiła jeździć samochodem w ciszy. Cały czas opowiadała o swoich ostatnich przygodach z mężczyznami, czy o uzależnieniu od miętowych cukierków. Na potwierdzenie tego przez całą drogę ssała miętusy, często rozgryzając je w ten hałaśliwy sposób. Ale najgorsze z tego wszystkiego było szeleszczenie papierkami, które upychała dosłownie wszędzie. Co chwilę zmieniała temat, zupełnie przy tym dezorientując biedną Catherine, która nie potrafiła nadążyć za swoją tymczasową współlokatorką. Co więcej, zaczynała mieć już dość ciągłych rad dziewczyny. Harrison bowiem już od samego rana udzielała Catherine najróżniejszych porad dotyczących wywołania dobrego wrażenia. Wybrała dla niej nawet zestaw ubrań do pracy, stwierdzając, że jeśli jej szef zobaczy ją w takim stroju, to role odwrócą się niesamowicie szybko i to on będzie na każde jej wezwanie. Catherine nie chciała wszczynać żadnych kłótni, szczególnie, że dziewczyny miały przez najbliższy czas razem mieszkać, dlatego milczała, udając, że się ze wszystkim zgadza.
W czarnej spódniczce, sięgającej przed kolano, białej bluzce z kołnierzykiem i kosmicznie wysokich szpilkach siedziała więc na fotelu pasażera w samochodzie swojej koleżanki, mając nadzieję, że w pracy nie będzie się zbytnio rzucała w oczy. Oczywiście, strój mógł wydawać się klasyczny i jak najbardziej pasujący do roli asystentki, ale Catherine nie czuła się w nim dobrze. W konsekwencji jednak wzięła to za dobry znak. W końcu to  miasto oraz praca miały być początkiem czegoś nowego, zmieniającego ją i dostarczającego nowych doznań. Miała stać się nową osobą. Nową Catherine Jones. Cokolwiek to oznaczało.
- Jesteśmy na miejscu! – Zawołała radośnie Lily, stukając w kierownicę dłońmi w nieznanym Cath rytmie.
Jones uśmiechnęła się delikatnie, ciesząc się, że podróż już się zakończyła. Owszem, Lily była niesamowicie sympatyczną i promienną osobą, ale była również dziewczyną, która w dziwny sposób narzucała swoje towarzystwo, niemalże przy tym pochłaniając swoją osobą wszystko dookoła. Przytłaczała Catherine i było pewne, że jeśli pojawią się razem w jakimś miejscu, to Lily będzie w centrum zainteresowania, nie ona. Choć Catherine nie lubiła skupiać na sobie zbyt wielu par oczu, po raz pierwszy jej się to nie spodobało. Nie chciała być w cieniu Lily Harrison.
- Powodzenia, mała! Pokaż im, co potrafisz.
Cath złapała swoją torbę i żakiet, po czym wyszła z samochodu, stając  na chodniku przed ogromnym gmachem budynku, w którym miała od dziś spędzać większą część dnia. Mimowolnie się uśmiechnęła, gdyż taka kolei rzeczy zdecydowanie jej odpowiadała. Miała już dość swojego małego miasteczka, gdzie wszyscy doskonale ją znali.
Śmiałym krokiem weszła do budynku, zmierzając prosto do windy, która miała ją zabrać na odpowiednie piętro. Po drodze jeden z ochroniarzy posłał w jej kierunku ciepły uśmiech, jakby wiedział, że właśnie teraz tego potrzebuje. Albo jej przerażony wyraz twarzy mówił sam za siebie.
Gdy tylko dojechała na dziesiąte piętro, poczuła się lekko zdezorientowana. Choć była tu na rozmowie kwalifikacyjnej, to inaczej zapamiętała to miejsce. Dla upewnienia odwróciła się szybko, sprawdzając, na którym jest piętrze. Nie pomyliła się.
- Mogę w czymś pomóc? – Doszedł ją ciepły, dziewczęcy głos.
Instynktownie spojrzała na masywne biurko, tak typowe dla recepcjonistek, natychmiastowo zauważając siedzącą za nim młodą, ciemnowłosą kobietę.
Nim jednak Catherine zdążyła coś odpowiedzieć, dziewczyna wstała ze swojego miejsca.
- Pamiętam cię. Byłaś u Greena na rozmowie kwalifikacyjnej.
Jones pokiwała głową, zbliżając się do biurka z nadzieją, że dziewczyna pomoże jej się odnaleźć w nowym miejscu.
- Julie Stevens – przedstawiła się szybko. – A to moje centrum dowodzenia – dodała, poklepując blat biurka.
- Catherine Jones.
- Lucas już na ciebie czeka. Powiedział, że jak tylko się zjawisz mam cię natychmiastowo odesłać do jego gabinetu. To na końcu korytarza.
- Dziękuję.
- Nie ma za co. Ach, jeszcze jedno. Nie stresuj się. Lucas jest naprawdę w porządku.
Jednego Catherine mogła być pewna. Już teraz wiedziała, że będzie w stanie bliżej zakolegować się z Julie. Dziewczyna była pełna światła i emanowała pozytywną energią. Należała do tych osób, z którymi nie trzeba na siłę szukać tematu, bo ten sam po prostu się znajduje.
Skinęła głową w stronę dziewczyny, posyłając jej przy tym ciepły uśmiech, po czym pokierowała się prosto do gabinetu Greena. Zapukała do drzwi i weszła do środka zaraz po krótkim „proszę”.
- Catherine! – zawołał wesoło Lucas, momentalnie wstając od swojego biurka. – Czekałem na ciebie.
- Dzień dobry, panie Green – odpowiedziała. Mimowolnie zerknęła na zegarek i z ulgą przyjęła, że jest tu przed czasem, co zdecydowanie zbyt rzadko się zdarzało w jej przypadku.
- Proszę, mów mi Lucas. Usiądź, mamy kilka spraw do omówienia.
Przed pierwszym spotkaniem z Greenem Catherine wyobrażała go sobie, jako grubego faceta, siedzącego za swoim drogim biurkiem, któremu każdego ranka będzie musiała przynosić pączka i kawę. Lucas w żadnym razie nie przypominał takiego mężczyzny. Był wysoki, dobrze zbudowany, z bujnymi czarnymi włosami. Na jego twarzy non stop gościł szeroki uśmiech, a on wydawał się cieszyć swoją pracą. Ale mimo niedorzecznego uśmiechu na twarzy wciąż budził szacunek.
- Pierwszy dzień, co? Nie lubię tej całej procedury wyjaśniania wszystkiego od początku do końca, więc uznajmy, że większości rzeczy nauczysz się z czasem. Przejmiesz część moich obowiązków i będziesz dbała o moje spotkania. Wstyd się przyznać, ale czasem zdarza mi się o jakimś zapomnieć. Ale przecież jestem tylko człowiekiem, prawda?
Catherine szybko się rozluźniła w towarzystwie swojego szefa, który okazał się być bardziej odprężony niż na rozmowie kwalifikacyjnej. Lucas obiecał, że nie rzuci jej od razu na głęboką wodę, dlatego odetchnęła z ulgą. Cieszyła się, że mężczyzna będzie przekazywał jej swoje obowiązki stopniowo. Dzisiaj jedynie miała się zapoznać z dotychczasowymi kontraktami i odbierać telefony. Oczywiście, każdego ranka miała mu przynosić kawę i korespondencję, co raczej było naturalne dla powszechnie wszystkim znanego wzorca asystentki.
Lucas Green był jednym z najwyżej postawionych pracowników tej firmy. W redakcji głównie zajmował się walką o najlepsze kontrakty, a jego stosunki z dziennikarzami ograniczały się do minimum. Jeśli tylko wywiązywali się ze swojej pracy, to Green nie wchodził im w drogę. Można powiedzieć, że był zastępcą prezesa, ale sam uważał, iż do tego tytułu miał daleką drogę. Catherine nie była co do tego przekonana. Choć nie znała prezesa, a podobno nie często bywał w firmie, mogła śmiało stwierdzić, że Lucas odwala za niego kawał dobrej roboty.
Dodatkowo, w ramach pocieszenia, Green oznajmił Cath, że trafiła do redakcji w najbardziej gorącym momencie. Już jutro miała razem z Lucasem wybrać się na lunch, uprzednio poznając prezesa całej korporacji i wraz z nimi odbyć ważną rozmowę z inwestorem. Nie była pewna, czy ma skakać z radości, czy wręcz przeciwnie. Widziała jedno – będzie musiała założyć wygodniejsze buty.


~*~


Choć Catherine była dość nieśmiałą i cichą dziewczyną, nie oznaczało to jednak, że nie walczyła o swoje. Starała się dążyć do wyznaczonych przez siebie celów i właściwie dzięki temu znalazła się w Atlancie. Była tu zaledwie kilka dni i już wiedziała, że musi rozejrzeć się za jakimś kątem dla siebie, bowiem nie czuła się zbyt komfortowo w mieszkaniu swojego przyjaciela. Próbowała to wyjaśnić na wiele sposobów, przekonując samą siebie, że to wina jej charakteru, ale po reakcjach Daniela można było zauważyć, że Lily także na niego działa pobudzająco. Sprzeczki między Madsem, a Harrison były na porządku dziennym, dlatego ta dwójka zdawała się tego nie dostrzegać, a już na pewno się nimi nie przejmowali. Dla Catherine były one jednak nowością i z pewnością nie przywykła do takiego sposobu rozwiązywania problemów.
Zaraz po tym, jak Catherine wróciła z pracy, przywitała ją Lily z szerokim uśmiechem na twarzy. Jak się okazało, dziewczyna wykupiła dla nich karnety na siłownię, żeby razem mogły spędzać wieczory i się lepiej poznać. Cath nie mogła zrozumieć, jak wspólne pocenie się na siłowni może zbliżyć do siebie ludzi, ale wszystko szybko się wyjaśniło, jak tylko wrócił Daniel. Uzmysłowił Jones, że siłownia dla Lily nie jest sposobem na spalenie kilku kilogramów, a szansą na poznanie kogoś nowego. Widocznie do tej pory pannie Harrison nie udało się namówić nikogo, by „trenował” z nią, a zagarnięcie tam Catherine podstępem było dla niej doskonałym rozwiązaniem.
To był jeden z wielu powodów, przez które Catherine we wtorkowy poranek była rozdrażniona. Teraz, oprócz chęci wynajęcia dla siebie jakiegoś niewielkiego mieszkania, postanowiła, że jak najszybciej odwiedzi jakiś stary komis, by kupić sobie rower. Z pewnością wspólne jeżdżenie samochodem z Lily nie służyło jej dobremu samopoczuciu.

~*~

- Nathan – zwołał wesoło Lucas wyciągając dłoń w stronę wysokiego mężczyzny.
Znajdowali się w restauracji, w której mieli umówione spotkanie z prezesem firmy i inwestorami, na których Lucas Green i Nathan Brown mieli zrobić dobre wrażenie, przestawiając najświeższe pomysły na nowe rubryki w gazecie.
- To moja asystentka, Catherine Jones.
Dziewczyna szybko wyciągnęła rękę w stronę mężczyzny, by się przywitać.
- Panie Brown – skinęła w jego stronę głową w grzecznościowym geście.
Gdy tylko się od siebie oddalili poprawiła czarną sukienkę, którą dzisiejszego ranka założyła za namową Lily. Chwilę później zostali odprowadzeni do stolika, przy którym jak się okazało, czekało już dwóch mężczyzn.
Catherine z wrażenia przystanęła.
Przy stole siedział niezwykle przystojny mężczyzna, a jego wzrok momentalnie odnalazł szczupłą sylwetkę Catherine.
To był on.

Facet z baru.

22 komentarze:

  1. Całkiem fajnie. To taka luźna historyjka do poczytania wieczorem z kubkiem gorącej herbaty. Fabuła - świetna. Głowna bohaterka przypadła mi do gustu, a Lily zaczęła irytować, ale to chyba oczywiste ;)
    Dość cienko z opisami - mamy ten sam problem.
    Prócz wiadomości, jak była ubrana, nic tu nie mogę znaleźć. Tu chyba jedyny minus.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. No dobra, na razie nic się nie dzieje, ale takie bywają początki. Wybaczam :) Można by powiedzieć, że w tym rozdziale o wiele lepiej poznajemy Lily niż główną bohaterkę - Catherine. Mam nadzieję, że w następnym przedstawisz nam ją dokładniej, no i oczywiście tajemniczego "faceta z baru", który zapewne będzie miał tutaj kluczową rolę :)
    Pozdrawiam i do następnej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A mnie opowiadanie bardzo mnie zaciekawiło :) Czekam na dalsze losy :) Życzę Ci weny do dalszych wątków, a przy okazji zapraszam Cię na: http://you-love-me-and-i-love-you.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. super rozdział :) oby tak dalej .

    OdpowiedzUsuń
  5. Czyli Nathan to ten facet? Czy inny? Np. jego brat? Podoba mi się Twój styl pisania:) Czekam na więcej.

    OdpowiedzUsuń
  6. już lubię Lucasa :D jest taki sympatyczny :) co do Nathana to za wiele nie mogę powiedzieć, bo nie wiem co się dalej wydarzyło w barze i czy między nimi jest jakiś konflikt, zapewne będzie głupio dziewczynie kiedy on sobie ją przypomni :P rozdział mi się podoba, oby tak dalej.
    /pozorne-szczescie/

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozdział bardzo fajny. Nie zgodzę się jednak z pierwszą komentującą. Ta notka jest idealna w parze z wanną, płynem do kąpieli i gorącą wodą :) świetne!! :) wyłapałam jedną literówkę. Znaduje się ona na samym początku, jak Lily mówi o miętówkach. Z papierkiem było chyba coś nie halo :) pisz szybko!! New-deal-2012.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Super fajny rozdział :)mam nadzieje że nastepny nie długo :p
    Zapraszam na 6-ty odcinek opowiadania o CR7
    http://cristiano-meg.blogspot.com/
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  9. Jezu, wciagnęłam się ! *.* Kiedy dodasz następny ? Jakby coś, moglabyś poinformować mnie na tt? Mój nick to : @kitoza1 :)

    OdpowiedzUsuń
  10. zapowiada się naprawdę ciekawie ;) idealne opowiadanie na długie zimowe wieczory ;) czekam na kolejny Chealsy16

    OdpowiedzUsuń
  11. Ból trzeba ignorować, ze strachem trzeba walczyć. Dobro trzeba szerzyć, a zło trzeba niszczyć. Tak jest, było i będzie. -->po-tamtej-stronie.blogspot.com

    PS. Skomentowałam, pod innym nikiem :) :P

    OdpowiedzUsuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  13. Czytałam już dawno, ale jakoś nie mogłam zebrać się do skomentowania...
    Tak podejrzewałam, że owym owianym tajemnicą prezesem będzie właśnie ten facet. Ciekawe, jak zareaguje. Nie będę narzekać, że przerwałaś w takim momencie, bo w sumie sama czasami tak robię :P
    W każdym razie czekam na dalszy opis tego ich kolejnego spotkania :)
    A co do Lily... Bardzo lubię to imię i może dlatego, mimo wszystko darzę ją nawet względną sympatią. Może i ma sporo wad, ale kto ich nie ma? Zresztą ciężko oceniać kogoś przez pryzmat chwilowego zachowania. Zobaczymy, jak jej postać rozwinie się dalej. Może okaże się nie być wcale taką straszna na jaką trochę obecnie wygląda? ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. świetny blog, oby tak dalej ;)

    Zapraszam do siebie kolejny rozdział opowiadania ;)

    http://sunnymornn.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  15. Przyznam, że rozdział pierwszy spodobał mi się znacznie bardziej niż prolog, chociaż tamten też był niczego sobie. Mam z Catherine kilka wspólnych cech, dlatego bardzo ją polubiłam :) Masz ciekawy styl pisania, nie brakuje ani opisówek, ani dialogów. Łatwo można poznać główną bohaterkę, niektórzy zapominają o przedstawieniu postaci w treści opowiadania i to nie jest dobre. Tutaj jest inaczej.
    Tak czułam, że ten koleś z baru może mieć coś wspólnego z pracą Cat. I że może być dość ważną osobistością, tutaj nie było zaskoczenia, ale przecież nie wszystko musi być niespodzianką, prawda? Lily...cóż. To imię bardzo pasuje do charakteru tej dziewczyny. Czuję że będzie takim promyczkiem tej historii, który będzie się gdzieś tam przejawiał, ale być może się mylę. Czekam na NN, życzę weny ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Hah...Przewidywalne, acz w miarę ładnie napisane. Często borykasz sięe z powtórzeniami /Catherine - imię padło przynajmniej siedem razy, a notka w sumie nie należy do najdłuższych :P
    Piszesz na bieżąco w notatniku blogspota, prawda? Skąd to wiem? Justowany tekst jest nierówny. Lepiej robić to w wordzie, a następnie wklejać w pole treści bloga.

    No, żeby ni przynudzać, przejdę do kolejnej notki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz. ;) Oczywiście Twoje uwagi wezmę sobie do serca i przede wszystkim będę starała się unikać powtórzeń.
      Jednak, nowe rozdziały piszę w wordzie i dopiero potem kopjuję do notatnika w blogspocie, także źle wyjustowany tekst nie jest moją winą. Starałam się coś na to zaradzić, ale niestety blogspot widocznie uważa, że tak jest lepiej. ;D

      Pozdrawiam serdecznie i jeszcze raz dziękuję za komentarz.

      Usuń
    2. Tak? Hmm... Ja nie mam takich problemów z blogiem (word -> pole tekstowe bloga). To musi być coś w ustawieniach.
      Przepraszam, ze nie wyraziłem jeszcze opinii o kolejnym rozdziale, ale terminy gonią ze wszystkich stron :(

      Sam też pracuję nad nowościami - wszystko w głowie, ale czasu brak...

      Nadrobię! Soon


      Pozdrawiam i weny życzę!

      Usuń
    3. Spokojnie, co jak co, ale bark czasu rozumiem doskonale. Sama naginam kilka spraw, by wyrobić się z pisaniem rozdziału, co potem nie skutkuje zbyt dobrze. Tak więc, nie śpiesz się, ja poczekam. ;)

      Usuń
  17. Wyczuwam nieprzespaną noc, bo mam zamiar przeczytać dziś wszystkie rozdziały, które dotychczas dodałaś :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  18. Catherina przypomina z charakteru trochę mnie xd
    Uwielbiam twój styl pisania. :)
    ooo, ciekawe co się wydarzy w następnym rozdziale. :)

    OdpowiedzUsuń