sobota, 6 kwietnia 2013

Rozdział 13 - Szczęśliwy dzień



Przeprowadzki bywają strasznie męczące. Nawet wtedy, gdy jedynie pomagasz zapakować kilka rzeczy swojego przyjaciela do przygotowanych pudeł, nie musząc przy tym wychodzić z domu.
Wiadomość, że Catherine będzie pełnoprawnym współlokatorem, a nie przybłędą śpiącą na kanapie w salonie dotarła do dziewczyny w lekko opóźnionym tempie. Dopiero po kilku dniach zrozumiała, że to dzieje się naprawdę i w końcu będzie miała w nowym mieście swój ciepły kąt.
Gdy tylko Dan spakował swoje rzeczy i oficjalnie wyniósł się z mieszkania, oczywiście uprzednio pożegnany na trzyosobowej imprezie, Catherine przeniosła swoje rzeczy do jego byłego pokoju. Bez wątpienia jednak pomieszczenie potrzebowało kilku rzeczy, by wyglądać na zamieszkane. Tak więc, Jones obiecała sobie, że w najbliższej wolnej chwili zabierze swoją zwariowaną współlokatorkę i pójdzie z nią na zakupy, by zaopatrzyć swój nowy pokój w kilka ważnych drobiazgów.
Zanim jednak nastąpi ten czas, pierwszą ważną rzeczą do zrobienia była długa relaksująca kąpiel. Jako, że Catherine przez ostatnie dni swojego życia, nie miała wielu rozrywek, kąpiel wydawała się wspaniałym, niemalże ekscytującym przeżyciem. Leżała w wannie zdecydowanie ponad godzinę z słuchawkami w uszach próbując się zrelaksować i nie myśleć o niczym. Jak wiadomo, „myślenie o niczym”, gdy tego bardzo chcemy nigdy nie wychodzi. Tak więc, już chwilę później była pogrążona w rozmyślaniu o Jacku Brownie i jego dziwnym zachowaniu, kiedy kilka dni temu weszła do jego mieszkania zaproszona przez dwie urocze dziewczynki będące jego bratanicami. Mężczyzna nie odzywał się do niej od tamtego czasu, a ona nie była pewna, w którym momencie popełniła błąd. Oczywiście, wcześniej dawał jej wyraźne sygnały, że wolałby gdyby zostali na korytarzu, przecież w końcu z wiadomych przyczyn nie miał zamiaru wpuścić jej do środka. Ale czy wejście do mieszkania naprawdę było takie złe? Mogła jedynie przypuszczać, że chodziło o coś innego. Tylko o co?
Zdając sobie sprawę, że poszła za daleko w swoich rozmyślaniach „o niczym” wyszła z wanny. Marzenia o chwili spokoju nie zostały spełnione.
Po wykonaniu wszystkich upiększających wieczornych czynności wyszła z łazienki, ubrana już w swoją ulubioną kolorową piżamkę - krótkie wygodne szorty i bluzkę na ramiączka. Teraz nie pozostawało jej nic innego, jak czekać na Lily, która wróci ze swojej pracy uprzednio kupując dla nich kolacje. W obecnej chwili mogła jedynie wybrać film, który razem obejrzą. W głębokim zastanowieniu podeszła do swojego telefonu, zdając sobie sprawę, że ma dokładnie dziesięć nieodebranych połączeń.
Wszystkie od Jacka Browna.
Mimowolnie prychnęła. Po trzech dniach milczenia nagle postanowił do niej zadzwonić? Dziesięć razy? Do tej pory myślała, że tylko kobiety mają takie zapędy.
Oczywiście, zaczęła się zastanawiać, co powinna z tym zrobić. Zagubiona gdzieś pomiędzy myślą, o zignorowaniu tych telefonów, a natychmiastowym oddzwonieniu usłyszała pukanie do drzwi.
Przeklinając Lily, że znów zapomniała kluczy podbiegła do drzwi i szybko je otworzyła. Jakże była zdziwiona, gdy przed nią nie stała uśmiechnięta czarnowłosa współlokatorka, a wysoki, postawny mężczyzna, którego twarz nie zdradzała żadnych emocji.
- Jack? Co ty tutaj robisz?
- Nie odbierałaś moich telefonów – odpowiedział od razu. – Zaczynałem się martwić.
Catherine zmarszczyła nosek próbując udawać, że ostatnie zdanie w ogóle nie zrobiło na niej nawet najmniejszego wrażenia.
- Jak widzisz, ze mną wszystko w porządku.
Oczywiście, mogła się postarać, by ta rozmowa przyjęła bardziej przyjacielską formę. Tylko po co? Przecież to on ostatnio zachowywał się, jak palant.
- Wpuścisz mnie do środka? – zapytał patrząc na nią wyczekująco.
Catherine musiała przyznać, że przez chwilę rozważała myśl, by zatrzymać go na korytarzu, tak jak on ostatnio to zrobił, jednak stwierdziła, że byłoby to zbyt dziecinne zachowania. A przecież ona była dojrzałą kobietą nie grającą w takie durne gierki, prawda?
Otworzyła szerzej drzwi, gestem ręki zapraszając go do środka. W tym samym momencie również zdała sobie sprawę, że Jack po raz pierwszy przekroczył próg jej mieszkania. Mieszkania, które nawet w dziesięciu procentach nie przypominało wnętrza jego domu. Dziewczyna w duchu zaczęła się modlić, by nigdzie nie leżały porozrzucane ciuchy, czy żadne brudne naczynia.
- Dlaczego nie odbierałaś telefonu? – zapytał, gdy prowadziła go w stronę niewielkiej kuchni.
- Kąpałam się i nie słyszałam telefonu – wyjaśniła szybko. Próbując uciec od przeszywającego ją na wylot wzroku Jacka, spojrzała na swoje stopy. W tym momencie zdała sobie również sprawę, że ma na sobie skąpą kolorową piżamkę w misie, podczas gdy Brown, jak zwykle prezentuje się świetnie w swoim szytym na miarę garniturze. Czy mogła wypaść gorzej? Być może rozważałaby tę myśl, gdyby wzrok Jacka nie był taki łakomy. Widocznie skąpe ciuszki przypadły mu do gustu. Szkoda tylko, że nie była to seksowna bielizna, a nie piżamka w misie. Zapewne wyglądała teraz, jak jego najmłodsza bratanica kładąca się spać.
- Nie mogłaś oddzwonić? – zapytał, po czym spojrzał jej w oczy, w końcu odrywając wzrok od jej ciała. I dobrze, bo zaczynało jej się robić gorąco, od mocy tego spojrzenia.
- Kiedy już miałam zamiar to zrobić, przeszkodziłeś mi – odpowiedziała z zarzutem, jakby wizyta mężczyzny w ogóle jej nie cieszyła. – Rozumiem, że masz coś ważnego do powiedzenia skoro się tu pojawiłeś.
Jack zmarszczył brwi po raz kolejny obdarzając ją uważnym spojrzeniem.
- Herbaty? – zapytała starając się wyglądać na niewzruszoną.
- Nie dziękuję.
- A ja chętnie.
Szybkim krokiem podeszła do szafki, by wyjąć z niej kubek. Nim jednak zdążyła cokolwiek zrobić silne ręce Jacka złapały ją w pułapkę. Nachylił się nad nią przysuwając swoją twarz do jej ucha.
- Wiem, że oczekujesz przeprosin, ale prawdę mówiąc, nie uważam, żebym zrobił coś złego. Czyżby poznanie rodziny tej drugiej osoby nie było jakiegoś rodzaju poważnym krokiem w związku? Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, ale nie tworzymy związku. Ściślej mówiąc, jestem pewien, że nie chcesz się w nic angażować. Zresztą, to ty uciekłaś z mojego łóżka, nim zdążyło się coś wydarzyć.
Z pewnością nie były to słowa, jakie Catherine chciała usłyszeć, jednak to nie miało znaczenia. By być bardziej dokładnym, nie miało znaczenia w momencie, gdy on nachylał się nad nią, wypowiadając te słowa wprost do jej ucha tym niskim, męskim lekko zachrypniętym głosem. Musiał wiedzieć, jak na nią działa. Ale jeśli nie wiedział, miał szanse się o tym przekonać lada moment, gdyż Catherine niczym zahipnotyzowana odchyliła głowę do tyłu opierając o jego twarde ciało.
Być może był to wystarczający sygnał, by rozpocząć grę, gdyż Jack przesunął swoje ręce, które dotąd opierał na blacie szafki kuchennej na biodra dziewczyny. Natomiast, co ważniejsze, jego usta złożyły delikatny pocałunek na jej szyi. Kto by pomyślał, że będzie to wystarczający ruch, by rozpalić Jones.
Porzucając jakiekolwiek zahamowania Cath oparła się całym ciałem o Jacka, pragnąc więcej. I dostała więcej.
Jack szybko odwrócił ciało dziewczyny tak, że ich twarze znajdowały się teraz naprzeciwko siebie. Chyba nie istniała siła, która mogłaby ich powstrzymać przed następnym krokiem. A już z pewnością sami nie mieli w sobie takiej siły, może nawet nie chcieli mieć. W ułamku sekundy ich usta spotkały się w gorącym, pełnym pasji pocałunku. Pocałunku, który momentalnie rozpalił ich ciała.
W tym mężczyźnie było coś, co odbierało jej zdolność logicznego myślenia. Nie mogła sklecić żadnej jednej, mniej lub bardziej rozsądnej myśli. Mogła tylko czuć. Oczywiście, wiedziała, że Jack Brown nie jest mężczyzną dla niej, że nie powinna tego robić, jednak, kto mógłby ją przed tym teraz powstrzymać?
Zarzuciła mu dłonie na szyję, chcąc dać z siebie wszystko w tym pocałunku. Brown zmysłowo wsunął język do jej ust rozpoczynając nim namiętny taniec, który rozpalił ją jeszcze bardziej. Myślała już, że nie istnieje nic bardziej rozkosznego, gdy nagle Jack położył dłonie na jej pośladkach, po czym mocno ścisnął. Władczo uniósł ją do góry sadzając na blacie kuchennym. Przesunął dłońmi po nagiej skórze ud zatrzymując je na zgięciu, by jednym gwałtownym ruchem znaczniej rozsunąć jej nogi, stając pomiędzy nimi. Jej rozpalone łono był teraz przyciśnięte do jego pasa.
Jęknęła. Jej ciało pulsowało gorącem, gdy przypomniała sobie przedzierający się między wargami jego cudowny język. Nieokiełznany. Lubieżny. Rozkoszny. Był niczym złodziej, bo okradł ją z woli, jakiejkolwiek chęci oporu. Teraz była gotowa zrobić dla niego wszystko, chociażby miała żałować tej decyzji do końca życia.
Szybkim ruchem zsunęła z jego ramion czarną marynarkę, dając kolejny znak, że jest gotowa. Jej drobne dłonie szybko poszybowały w stronę guzików jego koszuli, a Cath przeklinała w duchu, że muszą być taki małe. Jakżeby producenci ułatwili ludziom sprawę, gdyby produkowali koszule na rzepy. Być może nie byłyby tak gustowne, jednak kto nie ucieszyłby się z szybszego ich zdejmowania?
Odsunęli się od siebie tylko na chwilę, by zaczerpnąć oddechu.
- Sypialnia – rozkazał Jack bardziej zachrypniętym głosem niż zawsze, co zdecydowanie w większym natężeniu rozgrzało Catherine. Znowu patrzył na nią tym rozpalonym wzrokiem. Gorącym, drapieżnym, męskim spojrzeniem, które sprawiło, że chciała uciekać, biec jak najdalej od niego i równocześnie w świadectwie poddania rzucić mu się do stóp.
- Nie – jęknęła niezadowolona, że przerwał pocałunek. Nie miała zamiaru czekać chociażby jeszcze tych kilku sekund, aż przeniosą się do innego pokoju, co to, to nie. – Możemy zostać tutaj.
Łobuzerski uśmiech, który tak uwielbiała pokazał się na jego przystojnej twarzy. Gdyby tego było za mało, jego dłoń przesunęła się w górę, by w następnej sekundzie spocząć na jej piersi, bawiąc się nią.
Co też miała zrobić? A tak, koszula.
Gdy tylko powróciła do rozpinania guzików, Jack przesunął się z pocałunkami na jej szyję, zjeżdżając coraz niżej i niżej, dążąc do jej dekoltu. Nie mogła powiedzieć, że jej się to nie podoba. I z pewnością cichy jęk, też za nią tego nie mówił.
Po zdecydowanie zbyt długiej chwili, jaką poświęciła na rozpinanie guzików, koszula Jacka w końcu leżała na ziemię. Brown stał przed nią już tylko w spodniach. Ale nim sięgnęła do paska, by zacząć go rozpinać przesunęła dłońmi po idealnej, rozgrzanej klatce piersiowej.
Wszystkie jej zmysły były w stanie gotowości, dlatego nawet najdelikatniejszy dotyk, najlżejszy oddech na rozpalonej skórze doprowadzał ją do szaleństwa. Jęknęła wprost do jego ust, mając nadzieję, że zaraz przyjdzie moment uwolnienia tej lawiny intensywnych uczuć.
Gdy Jack zaczął podciągać jej kolorową koszulkę od piżamy do góry zdarzyło się coś, czego żadne z nich nie mogło przewidzieć.
- Catherine, wróciłam!
Głos Lily był ostatnią rzeczą, którą Catherine chciała usłyszeć.
Co więcej, rozdzielił ich momentalnie, gdyż ręce Catherine spoczywające dotąd na jego rozgrzanej klatce piersiowej instynktownie odepchnęły Browna. Mężczyzna widocznie kompletnie się tego nie spodziewał, gdyż sekundę później stał o krok od dziewczyny.
Cath zeskoczyła z blatu szafki kuchennej. Jej oczy zdradzały ogromną panikę. O mały włos nie kochała się z Jackiem Brownem w kuchni, zupełnie zapominając, że nie jest jedyną mieszkającą tu osobą.
- Zgadnij… - W momencie, gdy Lily weszła do kuchni, jej głos ucichł.
Harrison otworzyła szeroko buzię, a jej spojrzenie spoczęło na dwójce niedoszłych kochanków.
- Cholera.
Po raz pierwszy od momentu, kiedy Catherine poznała Lily dziewczynę naprawdę zatkało.
Chwila wahania obu pań wystarczyła, by Jack poniósł swoją koszulkę i szybko zarzucił ją na siebie. Catherine w międzyczasie także poprawiła swoją piżamkę, która niebezpiecznie się podwinęła.
- Dobry wieczór. Lily, prawda? – Jako pierwszy odezwał się Jack.
Dziewczyna pokiwała głową.
- Słynny Jack Brown – odparła zaczepnie. - Miło cię znowu spotkać.
Catherine przystanęła z nogi na nogę zupełnie nie wiedząc, jak powinna w takiej sytuacji się zachować. Do tej pory mieszkała z dziadkami, więc nie zwykła wplątywać się podobne sytuacje.
- Wybacz, my… - urwała. – To znaczy, on… Właściwie, ja…
- Przyjechałem po Catherine – wtrącił Jack. – Mieliśmy razem jechać na otwarcie pewnej galerii. Sytuacja wymknęła się nieco spod kontroli.
- Właśnie widzę – odparła Lily, a na jej twarzy malował się promienny uśmiech. – Nie będę wam przeszkadzać.
I chwilę później już jej ni było.
- Chyba jednak należało wybrać sypialnię – powiedział Jack, a jego głos wydawał się brzmieć naturalnie, jakby mówił coś na temat pogody. Jakby przed chwilą nie byli o krok od uprawiania gorącego seksu na blacie kuchennym.
- Galerii? Mogłeś wymyślić coś bardziej wiarygodnego – prychnęła Catherine, nie mając zamiaru rozprawiać nad błędem, jakim było wybranie pomieszczenia. Albo wręcz przeciwnie, może to nie był błąd?
- Właściwie, taki był plan. To dlatego do ciebie dzwoniłem.
Uniosła brwi nie do końca pewna, czy dobrze usłyszała.
- Masz trzydzieści minut – powiedział Jack, mimochodem spoglądając na zegarek. – Lepiej wciągnij na siebie jakąś kieckę i popraw fryzurę. Chyba, że wolisz, żebyśmy wrócili do tego, co przerwała nam twoja koleżanka…
Gdyby rozmawiali przez telefon powiedziałaby stanowczo, że nie ma zamiaru nigdzie z nim wychodzić. Wymyśliłaby pierwszą lepszą wymówkę pozostając tego wieczoru na kanapie przed telewizorem, jedząc chińszczyznę. Teraz jednak Brown stał przed nią, a jego oczy wyraźnie mówiły, że nie żartuje. Jako, że Catherine nie miała zamiaru uprawiać z nim seksu podczas gdy Lily przebywała w pokoju obok, miała tylko jedno wyjście.
- Zaraz będę gotowa.

~*~

Do tej pory Catherine nie miała okazji bywać na żadnych tego typu przyjęciach. Otwarcia nowych przedsięwzięć w Atlancie były jednak wydarzeniem, które przyciągało tłum. A już z pewnością przyciągało najważniejsze osobistości tego miasta. Dlaczego więc miałoby na nich zabraknąć Jacka Browna?
- Dlaczego mnie tu zabrałeś? – zapytała Cath rozglądając się po pomieszczeniu.
Ludzie zebrani w niewielkie grupki podziwiali prace sącząc szampana z kieliszków i śmiejąc się z opowiadanych przez swoich towarzyszy żartów, zaś niektórzy w pełnym skupieniu podziwiali sztukę nie mając zamiaru rozpraszać się towarzystwem. Jones nie miała pojęcia, co Jack Brown widział w tym przyjęciu i przede wszystkim, dlaczego ją tutaj zabrał. Nie żeby była niezadowolona z jego towarzystwa, jednak była typem domatorki. Ciepłe kapcie, wygodne ciuchy i dobre jedzenie było wszystkim, co dotychczas budowało wspaniale spędzony wieczór.
- Sam zanudziłbym się tutaj na śmierć – odpowiedział posyłając jej szeroki uśmiech.
- Oczywiście. Miałeś nadzieję, że po raz drugi na jakimś przyjęciu uda ci się zaciągnąć mnie gdzieś na bok i... Nic z tego, Brown.
- Teraz tak mówisz.
Prychnęła.
- Marzyć każdy może – oznajmiła, próbując nie dać po sobie poznać, że ten pomysł w istocie nawet jej się spodobał.
- Musisz przyznać, że to dobre marzenia. Zdecydowanie poprawiają mój nudny dzień w pracy.
Catherine pokręciła głową z dezaprobatą zachowując poważną minę, kiedy w środku cała płonęła. Dobry Boże, ten mężczyzna właśnie przyznał, że myśli o niej w pracy. Jak teraz miała stać obok niego spokojnie bez rozmyślania na temat tego, co mogli robić, gdyby tylko wymknęli się z tego przyjęcia? Nie dość, że i tak było jej trudno przebywać obok niego i nie myśleć o tym, co wydarzyło się w kuchni, nie myśleć o jego ustach, jego dłoniach na jej rozpalonej skórze. Dlaczego musiał jeszcze dokładać do tego wzmiankę, że rozmyśla o niej?
- Co myślisz o tym obrazie? – zapytała wskazując głową w odpowiednie miejsce. Jakby nie było, przyszli tu by podziwiać sztukę. Musiała więc zmienić temat rozmowy.
- Ładny.
- „Ładny”? – prychnęła. – Nie przychodzę często na takie wydarzenia, panie Brown, ale jestem pewna, że większość z tych ludzi byłaby oburzonych tak mało rozbudowaną opinią.
Oboje odwrócili się w stronę obrazu, by dokładniej mu się przyjrzeć.
- Co tak właściwie ten obraz przedstawia? – zapytała po chwili Catherine, zdając sobie sprawę, że jej wyobraźnia nie jest na tyle rozbudowana, by to rozszyfrować.
- Nie mam pojęcia – odpowiedział Jack.
Oboje wybuchli śmiechem. Śmiechem, który kompletnie rozluźnił atmosferę sprawiając, że dopiero teraz poczuli się tak naprawdę komfortowo po wcześniejszym wybuchu namiętności.
Niestety najwyraźniej dzisiejszy dzień nie był odpowiedni, by cieszyć się swoim wzajemnym towarzystwem, gdyż niespodziewanie podeszła do nich szczupła kobieta, z lekko zaskoczonym wyrazem twarzy.
- Jack? – zwróciła się do mężczyzny i tym samym odwracając jego uwagę od Catherine. – Nie spodziewałabym się ciebie tutaj zobaczyć. Cóż za niespodzianka!
Ku zaskoczeniu Jones, Jack nie wydawał się być tak samo beztroski, jak nowo przybyła kobieta, gdyż niemalże niewidzialnie zesztywniał.
- Michelle – zbliżył się do kobiety lekko całując nadstawiony przez nią policzek. – Nie miałem pojęcia, że wróciłaś już do miasta.
Machnęła lekceważąco ręką.
- Musiałam się zająć kilkoma sprawami. Moja matka potrafi być nieznośna, gdy czegoś naprawdę chcę. Ale to chyba wiesz – dodała ze szczerym uśmiechem.
Catherine przez ułamek sekundy poczuła ukłucie w sercu. Michelle była cudowna. Blond włosy upięte w wysokiego koka odsłaniały jej długą szyję. Szczupłe i długie nogi były  idealnie wyeksponowane przez czarną, zdecydowanie za drogą sukienkę, a srebrna biżuteria dodawała jej charakteru. Była przepiękną kobietą i z pewnością miała powodzenie u mężczyzn.
- Jak nikt inny – odpowiedział Jack z uśmiechem. Uśmiechem, który nie sięgał jego oczu. Choć, co nie umknęło uwadze Catherine, Brown najwyraźniej starał się przywołać szczery uśmiech na twarz.
- Gdzie moje maniery? – powiedział po chwili. – Michelle, proszę, poznaj moją znajomą. To Catherine Jones. Catherine od niedawna pracuje u Nathana – wyjaśnił szybko. – Catherine, to jest Michelle Ander, moja…
Michelle zaśmiała się radośnie.
- Daj spokój, Jack – powiedziała szturchając go zaczepnie, po czym zwróciła się do Catherine wyciągając w jej stronę rękę. – Jego była żona.
Jones ujęła rękę kobiety starając się ukryć zdezorientowanie. Jednak z pewnością jej twarz zdradzała zaskoczenie. Jakże miałaby nie zdradzać?
- Miło mi cię poznać, Michelle – powiedziała, starając się trzymać prosto na nogach, choć te z pewnością odmawiały jej posłuszeństwa.
Zdecydowanie to nie był jej szczęśliwy dzień.


23 komentarze:

  1. Hmm... jakby tak patrzeć ogółem, to wszystko fajnie. Jednak w porównaniu do poprzednich rozdziałów, ten był strasznie... przewidywalny. Wejście Lily podczas igraszek Cath i Jack'a i Michelle jako była żona - to wszystko było do przewidzenia. Fajnie, że Cath powoli ulega urokowi Jack'a (wreszcie:)) i wszystko zmierza w lepszym kierunku, ale przyzwyczaiłaś mnie do tego, że kończąc czytanie, nie wiedziałam co powiedzieć. Dziś poczułam niedosyt, taki tyci-tyci ale zawsze. Liczyłam na trochę więcej.
    Tak więc pozostaje mi cierpliwie czekać na kolejny rozdział, z nadzieją że czymś zaskoczysz.
    Cieplutko pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też liczyłam na troszkę wiecej, teraz znowu odliczam dni do kolejnego rozdziału? Czemu mi to robisz?

    OdpowiedzUsuń
  3. fajny rozdział, pełen hmmm nie wiem jak to nazwać. ;d ale cieszę się, że coś się dzieje z tymi dwojga. ;p czekam na następny rozdział. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. uuuu była żona....to Jack jest po rozwodzie...Catherine bd załamana i zdezorientowana a przede wszystkim bd zazdrosna i bd bała się że nadal Jacka łączy coś z tą pożal się boże blondyną...;/
    ale jak zwykle świetny rozdział :)))))))

    OdpowiedzUsuń
  5. No nie mogę! To on jest po rozwodzie?! No zabiłaś we mnie pewne pokłady uwielbienia, w kwestii osoby Jack'a. Cath się załamie ._.
    Wkręciłam się na max'a przy tej scenie w kuchni. Spodziewałam się, że Lily wbije w nieodpowiednim momencie, lecz gdyby tak się nie stało, opowiadanie straciłoby swój urok, prawda?

    Ehhh. Czekam na kolejny rozdział ;)
    Pozdrawiam ;D

    OdpowiedzUsuń
  6. U mnie NN :D
    nowy-porzadek.blogspot.com
    Zainwestuj w Spamownik ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Yey, yey, yey...Nie umiem się wypowiadać, szczególnie jeżeli jest już tak późno...w sumie 22 nie jest zaawansowana, ale czasem...Mniejsza. Rozdział był jeednym słowem WOW, a żeby wypowiedzieć się trochę mniej zwięźle, to potrzebuję chwili zastanowienia. No cóż. Już od pierwszego słowa odcinek wciąga, a potem jest już tylko lepiej. Czytam twoje opowiadanie z wielką chęcią i ubustwiam chwile kiedy po męczącym dniu, mogę wejść na bloggera i przekonać się że pojawił się nowy rozdział! w każdym razie czekam jak zwykle z niecierpliwością na next i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dorzuciłaś do pieca :P

    OdpowiedzUsuń
  9. Jest po 2.00 w nocy, a ja czytam twoje opowiadanie :) Między Jackiem a Catherine robi się coraz bardziej gorąco. Kurczę nie wiedziałam, że Jack miał żonę. Ciekawe co będzie dalej.

    OdpowiedzUsuń
  10. jestem zaskoczona, że ta szybko mu (prawie) uległa. No i ta jego była żona - niezły obrót sprawy!!! Super!! :)

    OdpowiedzUsuń

  11. Życie szesnastoletniej Elodie Mercer zmienia się raz na zawsze w dniu, w którym do jej domu trafia pewien dziwny, cuchnący kundel. W rzeczywistości Woody jest ostatnim z wilkenów - istot, które, jak sądzono, istnieją tylko w baśniach. Wkrótce potem Elodie dowiaduje się, że Woody uciekł ze ściśle tajnej placówki badawczej i poszukuje go kilku naprawdę złych ludzi...

    Serdecznie zapraszam Cię do zagłębienia się w niezwykłej przygodzie, która, miejmy nadzieję, zaciekawi Cię i wciągnie :)
    [http://dreams-are-renewable.blogspot.com/]

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak zwykle kończę czytać rozdział i mam otwarta buzię ze zdziwienia. Kapitalny !

    OdpowiedzUsuń
  13. coż za przerwanie akcji...ja wiem, ze przyjemnośc, na która się czeka, smakuje bardziej, ale god dammed! w takim momencie...
    ja myślę że żona okaze się w porządku, choć zwykle byłe zony umieją namieszać ;) czekam niecierpliwie....
    K.

    OdpowiedzUsuń
  14. Wybrałabym sypialnię i kontynuację, niż galerię :P

    OdpowiedzUsuń
  15. O kurcze... Nie spodziewałam się tego, że Jack może być rozwodnikiem. Ciekawa jestem reakcji Catherine na tą wiadomość. Czy wygarnie mu to, że nie przyznał jej się do tego? ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Jak zwykle świetny:-D nie mogę doczekać się następnego:-D

    OdpowiedzUsuń
  17. Przeczytałam już wcześniej, ale dopiero teraz znalazłam chwilę, by skomentować :)
    Rozdział jak zwykle świetny, chyba nikt nie ma wątpliwości :)
    Nie spodziewałam się jednak, że Catherine tak szybko ulegnie Jackowi. Może to i lepiej, że Lily w porę im przerwała.
    Brown jest po rozwodzie? O, tego się nie spodziewałam. Podejrzewam, że Pani Michelle Ander jeszcze nieźle namiesza, a już z pewnością nie przyczyni się do umocnienia relacji Jacka i Cath.
    Czekam na więcej :)

    Pozdrawiam i przy okazji zapraszam do mnie na nowy rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  18. super rozdział ;D kiedy następny?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się dodać nowy rozdział jak najszybciej, ale ostatnio miałam trochę problemów ze zdrowiem, więc nie zdołałam go jeszcze napisać. Podejrzewam, że lada dzień już się pojawi. ;)

      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. jest świetnie. Czytając to mam wrażenie ze czytam dobra Książke o miłości z dobra dawka humoru. Cudenko. Oby takich wiecej;)

      Usuń
  19. ile właściwie Jack ma lat? O ile się nie mylę nic nie wspomialas o wielu Pana Browna :) to dlatego nazwano go 'Panem Tajemniczym'?

    OdpowiedzUsuń
  20. Bardzo proszę o kontynuację, bo nie mogę się doczekać i ciekawość mnie zjada! :) Życzę powodzenia w dalszym pisaniu. Na pewno będę czytać.

    OdpowiedzUsuń
  21. No, no, no...przeszłaś samą siebie, kochana. Czytając "gorącą scenę na kuchennym blacie" czekałam tylko, aż usłyszę, a raczej przeczytam "- Catherine, wróciłam!" Bezcenne ^^ Cieszę się jednak, ze nie wylądowali w łóżku. Akcja rozwinęłaby się zbyt szybko, a z pewnością nie o to Ci chodzi.
    Była żona Browna? Upss...on chyba nie był zbyt zadowolony z zaistniałej sytuacji, a Cath chyba nie czuła się zbyt komfortowo...zresztą, kto by się czuł? Poznać byłą żonę mężczyzny, z którym chwilę temu prawie się kochało na blacie, w kuchni? Cokolwiek traumatyczne przeżycie.
    No nic, lecę dalej ;)

    OdpowiedzUsuń