niedziela, 3 marca 2013

Rozdział 9 - Bankiet



Czasami jest nam trudno zapanować nad emocjami. Przychodzi taki moment, że wybuchamy, wyrzucamy z siebie słowa nim zdążymy  je w ogóle przemyśleć. Działamy pod wpływem impulsu. Pleciemy, co nam ślina na język przyniesie, dając ponieść się pierwszemu lepszemu osądowi. Ulegamy myślom, które wydają nam się w danej sekundzie całkowicie uzasadnione. Tu należałoby zapewne zaznaczyć, że Catherine takie sytuacje zdarzały się naprawdę często, bowiem należała do impulsywnych osób.
- Co za tupet – prychnęła, spoglądając na rudowłosą kobietę stojącą przed drzwiami mieszkania. Dziewczyna ubrana w gustowną szarą marynarkę i tego samego koloru spódnicę pałała profesjonalizmem. Bez wątpienia należała do tych poukładanych kobiet, które mają wszystko zaplanowane, a jakiekolwiek niepowodzenia – jeśli takowe oczywiście się zdarzały – były traktowane, jako zachęta do dalszej gry. Nie podlegało dyskusji, że ta kobieta była idealna, by pracować z kimś takim, jak Jack Brown.
- Czy ten facet naprawdę nie rozumie słowa „nie”? – kontynuowała Catherine. – Zawsze mogę powiedzieć to w kilku językach, może w ten sposób to do niego dotrze.
Jones założyła ręce na biodra gotowa na odparcie ataku. Zdziwiła się więc, gdy takowy nie nastąpił. Zamiast tego rudowłosa kobieta zmarszczyła brwi i rozejrzała się po otoczeniu, jakby szukała ratunku. Albo potwierdzenia, że znalazła się w dobrym miejscu.
- Przepraszam – zaczęła nowo przybyła lekko zmieszanym głosem, - jestem dziewczyną Daniela. Powiedział, iż uprzedzi cię, że wpadnę. Nie przybyłam tu z polecenia pana Browna, bo zakładam, że tak właśnie sobie pomyślałaś.
Zawsze po nieprzemyślanym ataku nachodzi chwila zwątpienia. Szczególnie, kiedy ktoś uświadamia nam, że się mylimy. Wtedy możemy zachować się w dwojaki sposób – przeprosić za pomyłkę, albo kontynuować bezsensowną rozmowę wymyślając nowe argumenty. Jednak Catherine była z góry zdana na porażkę, a wyciąganie nowych argumentów, było równie głupie, jak zaczynanie rozmowy od naskoczenia na bezbronną dziewczynę.
- Och.
Nie było to zbyt błyskotliwe ze strony Jones, dlatego postanowiła się szybko pozbierać po porażce.
- Przepraszam – zaczęła, krzywiąc się. – Proszę, wejdź do środka.
Rudowłosa uśmiechnęła się delikatnie, po czym przekroczyła próg mieszkania ani przez sekundę nie zdradzając swoją postawą, że czuje się niezręcznie.
- Nie miałam pojęcia, że jest pani dziewczyną Daniela.
- Błagam, tylko nie pani. Przez to czuję się taka stara – zaśmiała się, po czym wyciągnęła rękę w stronę Cath. – Po prostu Chloe.
- Catherine – powiedziała Jones, w serdecznym geście ściskając dłoń nowo przybyłej. – Napijesz się czegoś?
Dziewczyna pokręciła głową, ale ani na sekundę szczery uśmiech nie zniknął z jej twarzy. Dzięki włosom spiętym w profesjonalnego koka jej buzia była bardziej widoczna. Blada cera, duże zielone oczy i perfekcyjny uśmiech. Była naprawdę piękna dziewczyną.
Catherine rozumiejąc, że Chloe od razu chce przejść do rzeczy wzięła do ręki skoroszyt, który znalazła w pokoju Daniela, po czym podała go dziewczynie.
- Naprawdę, przepraszam za to dziwne powitanie – oznajmiła Jones, chcąc naprawić sytuację.
Chloe wzruszyła ramionami.
- Nie przejmuj się. Facet najwyraźniej nadepnął ci na odcisk. Ale cokolwiek zrobiłaś, dziękuję ci, bo z nieznanego mi powodu zanim wyszłam na lunch powiedział, że mogę wziąć resztę dnia wolnego. Nie wiem, co robisz, ale rób to dalej.
Chloe była radosną dziewczyną. Jej szczerość sprawiała, że Catherine znacznie się rozluźniła. Co więcej, Jones uznała, że ubranie perfekcyjnej asystentki do niej najwyraźniej nie pasuje. Dziewczyna miała w sobie niespotykaną lekkość bycia, uderzającą swobodę w nawiązywaniu nowych kontaktów. Była wspaniała, co oznaczało, że Daniel był wielkim szczęściarzem.
- Ja nie… - zaczęła Cath, ale urwała nie mogąc sklecić żadnego sensownego zdania. Poza tym, Chloe była pracownicą Jacka, więc istniała szansa, że opowie mu o tym dziwnym wydarzeniu, które miało dzisiaj miejsce. Czy był sens pogrążać się jeszcze bardziej?
- Oczywiście – zaśmiała się Chloe, zauważając niezdecydowanie Catherine i dając jej jednocześnie znak, że ze wszystkiego już wcześniej zdawała sobie sprawę. A nawet jeśli do tej pory nie wiedziała co się święci, to dzisiejsze powitanie z pewnością ją w tym uświadomiło. Dlaczego tylko jedno słowo tej dziewczyny sprawiło, że Jones zaczęła wątpić w swoje siły? Z drugiej strony, skoro nawet jego asystentka wyczuła chemię pomiędzy nimi, dlaczego Catherine wciąż próbowała temu zaprzeczać?

~*~

Do tej pory Jack Brown uważał się za cierpliwego człowieka. Niestety w ostatnich dniach zaczął wątpić w swoje siły. Minęło już kilka dni od jego ostatniego spotkania z Catherine, a on nie mógł przestać myśleć o tej dziewczynie. Nie lubił naciskać na kobiety, szczególnie, kiedy wiedział, że ostatnie czego pragną to przyparcie do muru. Potrafił dostrzec odmowę.
Jednak, z Catherine było odrobinę inaczej. Po części dlatego, że już dawno żadna dziewczyna nie zawróciła mu w ten sposób w głowie. Czasy liceum się skończyły dawno temu, a on właśnie zachowywał się, jak podniecony nastolatek. Nie mógł doczekać się, kiedy spotka ją następnym razem. Niestety, Catherine nie miała zamiaru mu tego ułatwiać. Gdy zaproponował jej powtórne spotkanie Jones odmówiła. Nie chciał tego brać w żaden sposób do siebie, ale już przyzwyczaił się, że kobiety same się proszą o jego uwagę. Zupełnie inaczej niż Cath. Dziewczyna zamiast do niego lgnąć - uciekała. Za każdym razem, gdy chciał się do niej zbliżyć odpychała go od siebie, dając do zrozumienia, że nie bawią ją tego rodzaju gierki. Tyle, że Jack nie był ślepy. Widział w jej oczach pragnienie za każdym razem, gdy znajdowali się blisko siebie. Dlatego nie potrafił zrozumieć, co sprawia, że za każdym razem Catherine się od niego odsuwa.
Dodatkowo, gdy do niej zadzwonił odebrałaodebrała, wypowiadając imię jakiegoś faceta. Kim do diabła był Dan? I przede wszystkim, jak wiele miał wspólnego z jej ciągłymi odmowami? Jack nie chciał jej naciskać, ani z pewnością wypytywać przez telefon o tajemniczego faceta. Nie był typem zazdrośnika. Albo, tak mu się przynajmniej dotąd wydawało. Jednak sam nie wiedział dlaczego myśl o jakimkolwiek facecie przy Cath nagle sprawiała, że jego humor całkowicie ulegał zmianie.
Przez kilka ostatnich dni nosił się z myślą o ponownym zatelefonowaniu do dziewczyny, bądź też odwiedzeniu jej. Na szczęście, zawsze zdążał w porę się powstrzymać przed tym głupim ruchem. Nie chciał być w stosunku do niej nachalny. Ale z drugiej strony, sam tak naprawdę nie wiedział, jaki powinien być.
Z cichym westchnieniem przeszedł przez salę, w której znajdowało się zdecydowanie zbyt wielu ludzi, kierując się prosto do barku. Na zaproszenie w sprawie bankietu z okazji otwarcia rubryki w redakcji jego brata odpowiedział tylko i wyłącznie z jednego powodu. Powodu, którego rozpaczliwie dzisiaj poszukiwał wśród grupek ludzi. Jak to często bywa, w momencie, kiedy zdecydował się zrobić krótką przerwę w poszukiwaniach, zobaczył swój cel.
Catherine rozmawiała właśnie ze swoim przełożonym, śmiejąc się beztrosko z jego żartów. Była ubrana w czarną, przylegającą do ciała sukienkę i wyglądała diabelsko seksownie. Włosy spięła w wysoki kok, uwydatniając swoją szyję. Nagle w Brownie wezbrała ochota, by składać długie, mokre pocałunki właśnie w tym miejscu na delikatniej skórze dziewczyny. Nie miał pojęcia, co w tej kobiecie było takiego, że momentalnie jego umysł pobudzał się i zaczynał tworzyć najróżniejsze scenariusze, ale zastanawianie się nad tym nie miało teraz najmniejszego sensu. Szczególnie, gdy dziewczyna lekko zagryzła swoją dolną wargę. Mimowolnie wrócił do wspomnień ich ostatniego spotkania, kiedy miał okazję całować te piękne, pełne usta. Jak wiele by dał, aby powtórzyć tę chwilę. Uwielbiał czuć tę chemię pomiędzy nimi. Uwielbiał przesuwać granice, które Catherine usilnie próbowała pomiędzy nimi stworzyć.
Zrezygnował z drinka wiedząc, że jest zupełnie inna rzecz, którą chce się teraz zająć.
- Panie Green. Panno Jones – zaczął uroczyście, kiwając grzecznościowym gestem głową, gdy tylko podszedł do tej dwójki.
Catherine spojrzała na niego błyskawicznie, a jej oczy rozbłysły nagłym blaskiem. Uśmiechnął się do niej, delikatnie dając znak, że znowu jest w grze, na co jedynie przewróciła oczyma.
- Panie Brown, cóż za niespodzianka – zaczęła. – Szczerze powiedziawszy nie sądziliśmy, że pan tu dzisiaj pojawi.
- Jakże mógłbym przegapić tak… - rozejrzał się wokół siebie, szukając odpowiedniego słowa. Jedno było pewne, nie znosił bankietów. Nudne przyjęcia, na których trzeba zabawiać ludzi przesłodzoną rozmową z pewnością nie były na szczycie jego listy. – …wspaniałe przyjęcie – dokończył.
Catherine zdawała się jednak zauważać jego niechęć.
- Cieszę się więc, że dał pan radę – odezwał się Lucas Green. – Jednak, jeśli pan wybaczy, muszę porozmawiać z kilkoma osobami.
Jack nie przepadał za Greenem. Trudno mu było powiedzieć, dlaczego czuje do tego faceta niechęć, ale po prostu tak było. Tym razem był mu jednak wdzięczny, że właśnie w tym momencie postanowił odszukać te kilka osób.
- Catherine – odezwał się Jack ciepło, a na jego twarzy zawitał nieskrępowany, lekko łobuzerski uśmiech.
- Jack – zawtórowała mu. - Mam nadzieję, że dobrze się dziś bawisz.
- Teraz tak – odparł, nie odrywając od niej wzroku. Była cudowna. A on nie mógł zmienić biegu swoich myśli. Nie potrafił nic na to poradzić, że chciał ją całować, czy kochać się z nią godzinami. Pobudzała jego najgłębsze fantazje, choć zupełnie nie była tego świadoma.
- Chodź – złapał ją nagle za rękę, po czym pociągnął przez tłum. Wiedział, co chce teraz robić, a tą rzeczą z pewnością nie było stanie na środku sali otoczonym zupełnie nieznanymi ludźmi, którzy „dyskretnie” co chwilę spoglądali w ich stronę.
- Co ty robisz? – syknęła. – Puść mnie.
Jack zbyt skupiony, na tym, gdzie zmierzał nie miał zamiaru odpowiadać na jej pytanie. Ani tym bardziej puszczać. W jego głowie kłębiła się zupełnie inna myśl.


Catherine nie mogąc wyrwać ręki z silnego uścisku mężczyzny szła tuż za nim. Jack wydawał się śpieszyć, więc musiała się naprawdę postarać, by dotrzymać mu kroku. Jednak w momencie, kiedy wyprowadził ją poza salę zatrzymując się w odległym korytarzu już całkowicie nie wiedziała, co się właśnie rozgrywa.
Jack postanowił więc szybko rozwiać jej wszelkie wątpliwości, gdyż delikatnym, ale mimo to stanowczym ruchem pchnął ją na ścianę i przywarł do dziewczyny swoim ciałem. Szybko złączył ich usta w pocałunku. Tym razem nie dbał o delikatność, by nie przestraszyć dziewczyny swoją porywczością. Miał zamiar wziąć to, co mu się należało i Catherine – choć z pewnością nie była to rzecz, do której przyznałaby się chętnie – była mu za to wdzięczna. Przez ostatnie dni, kiedy ich kontakt się urwał rozpaczliwie tęskniła za widokiem jego umięśnionego, seksownego ciała schowanego pod szytym na miarę garniturem. Zdecydowanie zbyt często myślała o jego doskonałych ustach i o tym, co więcej mogłyby zrobić z jej ciałem. Jednak teraz, gdy ich oddechy się zmieszały, a języki walczyły o dominację nie mogła sklecić żadnej sensownej myśli. Działała niemalże instynktownie. Jej dłonie szybko przeniosły się na kark mężczyzny, by następnie zatopić się w jego włosach. Jej ciało płonęło. Szczególnie w miejscach, gdzie jej dotykał. Na potwierdzenie tego jęknęła w jego usta, gdy przesunął swoje męskie dłonie na jej tyłek i delikatnie ścisnął, przyciągając śmiałym ruchem bliżej swojego ciała. Bliżej pokaźnego wybrzuszenia, które teraz wbijało się w jej biodro. Pragnął jej, to było oczywiste.
Nie panowała nad swoim ciałem. Nie kontrolowała żadnej reakcji. A już szczególnie tej, gdy otarła się swoim ciałem o jego. Mimo wszystko nie mogła powstrzymać uśmiechu, kiedy Jack nabrał głośno powietrza, na ułamek sekundy przerywając pocałunek. Mogła być pewna, że ten facet był w tym tak samo głęboko, jak ona.
- Chcesz mnie tym zabić? – szepnął.
- Ty mnie tutaj zaprowadziłeś.
Z pewnością ta cała sytuacja nie była dla Catherine łatwa. Wiedziała, że musi trzymać się od tego mężczyzny z daleka. Szkoda tylko, że było to tak diabelsko trudne. Winę oczywiście zrzuciła na Jacka. W końcu, nie ona ponosiła odpowiedzialność za to, że tak dobrze wyglądał i przede wszystkim, że tak niesamowicie całował. Bała się pomyśleć, co jeszcze robił równie dobrze.
- Bez wątpienia to najlepszy bankiet, na którym byłem – oznajmił, a jego głos był bardziej zachrypnięty niż zazwyczaj.
- Dopiero się zaczął – odparł Cat,h wyswobadzając się z ramion mężczyzny.
Doskonale zdawała sobie sprawę, że dała się ponieść emocjom. Nie powinna po raz drugi popełniać tego samego błędu. Czy naprawdę ich ostatnie spotkanie jej niczego nie nauczyło? Skąd, oczywiście, że nauczyło! Wyniosła z niego niezbędną wiedzę. Nie dość, że Jack Brown był najseksowniejszym mężczyzną, jakiego w życiu widziała, to na dodatek całował tak, że uginały się pod nią nogi. Naprawdę potrafił zadbać o kobietę.
- W takim razie, był to naprawdę miły początek wieczoru. Mam nadzieję, że zakończy się równie miłym akcentem.
- Nie rób sobie nadziei – burknęła, poprawiając czarną sukienkę, która niebezpiecznie podwinęła jej się wyżej.
- Dlaczego? Masz inne plany na ten wieczór?
Catherine uniosła głowę posyłając Jackowi groźne spojrzenie.
- Oczywiście.
- Z Danem?
Jack wydawał się równie zaskoczony pytaniem, które wypłynęło z jego ust, co Catherine.
- Skąd ten pomysł? Zresztą, nieważne. To ciebie nie dotyczy, Jack. Po prostu odpuść.
- Nie dotyczy mnie? – oburzył się. – Oczywiście, że nie dotyczy. Przecież to nie ja jestem facetem, z którym się wymykasz, by całować go w taki sposób.
Jones odchyliła głowę do tyłu obrzucając mężczyznę oburzonym spojrzeniem.
- Wymykam się?  Chyba zapominasz, że to ty mnie tu zaciągnąłeś nie zważając na moje protesty.
- Jeśli tak całujesz, gdy wyrażasz swoją niechęć, jestem gotów podjąć wyzwanie, by sprawdzić, jak robisz to z zaangażowaniem.
- Jesteś niemożliwy.
Brown wzruszył ramionami.
- Wracam na przyjęcie – oznajmiła surowo. Zanim jednak odeszła posłała mu spojrzenie wyraźnie mówiące, że nie chce, aby Jack szedł za nią. Zapewne nie była zadowolona z takiego obrotu spraw. Chciała, by wszystko się ustabilizowało, a nie na powrót rozgrzebało. A na pewno nie z taką pasją. Czy to było możliwe, że chemia pomiędzy nimi gęstniała każdego dnia?
- Palant – prychnęła, po czym skierowała się prosto na salę, zamierzając wyrzucić wszelkie bezsensowne myśli związane z tym mężczyzną ze swojej głowy i miło spędzić czas. O ile będzie to oczywiście możliwie, biorąc pod uwagę fakt, że byli gośćmi na tym samym przyjęciu.


Jack był mężczyzną bardzo pewnym siebie i do niedawna uważał, że ten świat nie ma dla niego w zanadrzu zbyt wielu niespodzianek. Jak się okazało, nie mógł mylić się bardziej. Poznał bowiem kobietę, która była dla niego jednym wielkim zaskoczeniem. Nie było możliwości, by przewidzieć to, jak Catherine zachowa się w danym momencie. Z pewnością nie przewidział także, że zaraz po niesamowitym, zwalającym z nóg pocałunku ona go zostawi nazywając „palantem”. Mógł się jednak domyślać, że nie on jest tu głównym problemem. Wnioskował, że były nimi dziwne przekonania Catherine, albo – czego również nie wykluczał – nieprzyjemne historie z przeszłości.
Niestety zagubił te myśli, gdy tylko spostrzegł Cath stojącą przy postawnym mężczyźnie i sączącą szampana z kieliszka. Wydawała się dobrze bawić w jego towarzystwie, co potwierdzał szeroki uśmiech na jej twarzy. Dlaczego do diabła nie mogła uśmiechać się do niego w podobny sposób?
- Jack! Cieszę się, że dałeś radę przyjść.
Nathan, jego młodszy brat miał tendencję do pojawiania się w nieodpowiednich momentach. Tak z pewnością było i tym razem.
- Nie mógłbym tego przegapić – odparł Jack stając naprzeciw swojego brata.
Nate zmarszczył brwi patrząc na niego z powątpiewaniem.
- Wręcz przeciwnie, mógłbyś. I zrobiłbyś to z wielką przyjemnością.
Jack postanowił zignorować tę głupią uwagę.
-  Świetne przyjęcie. Teraz tylko czekam na efekty twojej pracy.
- Tak, przyszło naprawdę sporo ludzi. Nie do końca się spodziewałem takiej frekwencji. No i jesteś też ty. Ale to chyba muszę zawdzięczać zupełnie innym względom.
Jack spojrzał na mężczyznę pytająco.
- Nie jestem głupi – westchnął Nathan, po czym nachylił się bliżej swojego brata. – Myślisz, że nie widziałem, jak na naszym biznesowym lunchu pożerałeś ją wzrokiem? Albo, jak przed chwilą wyprowadziłeś ją z sali? Nie powiem, bracie, masz naprawdę dobry gust, jeśli sprawa dotyczy kobiet. Muszę też przyznać, że ta ma wyjątkowo zgrabny tyłeczek.
Jack położył rękę na ramieniu brata patrząc Nathanowi głęboko w oczy.
- Takie uwagi zostaw dla siebie – warknął. – A teraz jeśli pozwolisz, jest na sali kilku ludzi, z którymi muszę się przywitać. Ty też zapewne musisz wracać do obowiązków, prawda?
Relacje między Jackiem i Nathanem ostatnimi czasy były naprawdę trudne. Nie dogadywali się ze sobą, a wszelkie rozmowy ukrócali do wymiany kilku informacji dotyczących spraw biznesowych. Zdecydowanie nie rozmawiali o kobietach, czy jakichkolwiek związkach. Być może właśnie dlatego, Jack zareagował w ten sposób. Z drugiej strony, Nathan nie miał prawa wyrażać się tak o Catherine. Nie żeby Jack nie myślał o jej tyłku. Otóż, myślał o nim całkiem sporo. Jednak, wciąż słowa Nate’a nie były tymi, które mógł zaakceptować.
Nie mógł również zaakceptować tajemniczego faceta stojącego obok Cath. A już na pewno nie mógł zdzierżyć jego dłoni, którą właśnie poklepywał Catherine po ramieniu.
W ułamku sekundy znalazł się przy Cath i jej roześmianym towarzyszu, który momentalnie ucichł, gdy tylko dostrzegł Jacka. Naturalnie, wiedział, kim był nowo przybyły.
- Musi mi pan wybaczyć, ale pilnie potrzebuję zamienić słówko z panną Jones – powiedział surowym głosem. Nie czekając na żadne potwierdzenie ze strony mężczyzny – nie żeby było mu potrzebne – położył dłoń na jej plecach i poprowadził w stronę wyjścia, w międzyczasie wyjmując z jej dłoni kieliszek i odstawiając w pierwsze lepsze miejsce.
- Co tym razem, Jack? Nie mam ani ochoty, ani czasu na twoje zabawy, więc może od razu przejdź do rzeczy i powiedz, co jest na tyle ważne, że musiałam przez ciebie przerwać tę rozmowę.
- Zabieram cię do siebie. Najwyraźniej musimy ustalić kilka rzeczy.

38 komentarzy:

  1. Wow...Zaczyna się robić coraz ciekawiej...Na prawdę nie rozumiem Cath...czemu ona tak gra. No ale cóż pozostaje mi tylko czekać z niecierpliwością na kolejny rozdział. Pozdrawiam x

    OdpowiedzUsuń
  2. GENIALNE! GENIALNE! GENIALNE! Ten rozdział wyszedł Ci chyba najlepiej ze wszystkich, przynajmniej wg mnie. Nawet ja czułam to napięcie pomiędzy Cath i Jackiem. Boże... Facet nieźle się nakręcił. Jednak po tym jak Cath go zostawiła, nie sądziłam, że akcja tak się potoczy. Końcówka mnie zaskoczyła - pozytywnie, oczywiście. Teraz pozostaje czekać, co takiego wydarzy się w domu Browna.
    Już chcę następny rozdział, i proszę nie każ mi długo czekać, moja cierpliwość tego nie wytrzyma :)
    Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj, oj, oj. Dziękuję za komentarz u mnie! : )
    Jeśli ja mam talent, to TY jesteś wręcz GENIUSZEM! Naprawdę, już widzę niebawem książkowe wydanie twojego opowiadania. ; >
    Cóż mogę więcej powiedzieć? Jack jest idealny. Kocham go! Skarsgård idealnie pasuje na Browna.
    Jestem bardzo ciekawa, jakie zakończenie będzie miało spotkanie Jacka i Catherine. Coś czuję, że będzie gorąco! ; D

    OdpowiedzUsuń
  4. Uhuhhhuuh cudownie ;3 Nadrobiłaś brak romantyzmu w moim życiu. Jack ma rację, Cath jest nieprzewidywalna, ale to chyba jej urok, prawda? On ma na nią taką chcicę, że szkoda gadać xD
    Myślałam, że jak już go zostawiła, to on przynajmniej dzisiaj jej odpuści, a tu o.o BUM! Chce ją zabrać do siebie. Jestem ciekawa, jak mu się to uda ^^
    Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo fajne opowiadanie :D Jestem ciekawa co wydarzy się w domu Jacka :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Oprócz opowiadania (zresztą bardzo zjawiskowego), bardzo przypadła mi do gustu nazwa twojej strony. Tak samo lubię Florence;).
    Jedną z ważniejszych zalet twojego opowiadania jest to, że piszesz go niesamowicie lekkim i przyjemnym językiem. Życzę dalszej weny;) i nie daj się przytłumić szkole:).

    OdpowiedzUsuń
  7. rozdział świetny ;)
    szczególnie sceny między Jackiem a Catheriną ;D
    szkoda tylko że skończyłaś akurat w takim momencie xD !
    dodawaj jak najszybciej następny rozdział :)

    Pozdrawiam i życzę dużo weny :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. WOW, robi się gorąco...koniec naprawdę super i zaskakujący...już nie mogę się doczkeć kolejnego rozdziału...czemu każesz nam tak długo czekać na kolejny?

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny rozdział ! Zaczyna się robić ciekawie :) Nie mogę doczekać się następnego. Mam nadzieję, że pojawi się jak najszybciej. Nie każ nam długo na niego czekać :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ciekawy rozdział.
    Najpierw genialna scena z dziewczyną Dan'a i Catherine. Biedna Cloe :D
    Potem scena bankietu, pocałunku Cath i Jack'a... Szczerze mówiąc, byłam przekonana, że dojdzie do czegoś więcej... ^.^ Nie rozumiem o co chodzi tej dziewczynie, że się opiera temu fecetowi!
    Ciekawe o czym muszą porozmawiać... Czekam!
    Pozdrawiam =)

    OdpowiedzUsuń
  11. Było i jeszcze pewnie będzie gorąco :) Ciekawa jestem ile jeszcze Cath będzie się opierać Jackowi. Już nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału.

    OdpowiedzUsuń
  12. Cześć,
    zgłosiłaś się do mnie do oceny na KDO, ale ja mam zablokowaną kolejkę, wybierz proszę inną oceniającą, jeśli nie, zostaniesz wpisana do wolnej kolejki.
    Pozdrawiam,
    Tatis

    OdpowiedzUsuń
  13. Uwielbiam x 100 !!! I znowu czekanie na kolejny rozdział , ale są one tego warte :))

    OdpowiedzUsuń
  14. niesamowite, czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział. :)

    OdpowiedzUsuń
  15. już się boję jakie rzeczy chce z nią ustalać... Czekam na ciąg dalszy:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Świetny rozdział. Brak mi słów.
    Czekam na ciąg dalszy.
    Pozdrawiam i życzę weny :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Super rozdział! :)
    Nie mogę się doczekać żeby zobaczyć jak dalej rozwinie się sytuacja :) ciekawe co tam Jack wymyślił ;p

    OdpowiedzUsuń
  18. Mam nadzieję, że kolejny rozdział dodasz bardzo szybko, bo nie mogę się już doczekać dalszego ciągu :)
    Zastanawia mnie reakcja Catherine na zachowanie Jacka, czy to problemy z przeszłości mają na to wpływ? Widać, że stara się być nieugięta, ale przy Jacku Brownie to raczej niemożliwe ;) Uwielbiam jego charakter, jest taki stanowczy i pewny siebie...
    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Jeden z moich ulubionych blogów. Ale błagam, "komentuję", starajcie się robić trochę mniej błędów, okay? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O mój Boże, zaraz zapadnę się pod ziemię. ;/

      Usuń
  20. Zastanawiam się czy masz z gory przemyslana ta cala historie, czy to wszystko "tworzysz" podczas samego pisania? Widze sporo podobienstwa do "Greya", ale i tak bardzo mi sie podoba:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Super !! czekam na ciąg dalszy

    OdpowiedzUsuń
  22. [SPAM]
    Kątem oka dostrzegasz jakiś niepożądany ruch. Nie powinno tu być nikogo. Jesteś już przy posesji Hekate Hall - ośerodka dla dzieci nocy. Nikt poza uczniami i personelem nie może zobaczyć budynku. To miejsce nie istnieje dla zwykłych śmiertelników. Chyba, że…
    Zaczynasz uciekać. Jesteś za wolna, za wolna… Dopadnie cię. Zginiesz. Łowcy nie mają litości. Zaciskasz mocno pięści, przygotowując się na najgorsze, ale wciąż biegniesz. Najszybciej jak potrafisz.
    Dopadasz do bramy w tym momencie, w którym czyjeś silne ramiona oplatają cię w pasie. Mogłoby wydawać się to pieszczotą, gdyby nie siła i zamiar napastnika. Nienawidzisz być bezbronna, ale taka właśnie jesteś. Wołasz o pomoc, błagasz o cud, bo tylko on cię może uratować.
    Nadchodzi... Wiadomo kto wygra - nie masz szans. Za chwilę potomek Draculi wykona na Tobie ostateczny wyrok...

    Serdecznie zapraszam Cię na bloga: http://shadow--of--memories.blogspot.com/
    Opowiadanie z One Direction, którzy wcielają się w rolę wampirów i wilkołaków :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Boże już nie mogę się doczekać ciągu dalszego!!! Jesteś świetna dziewczyno:-D

    OdpowiedzUsuń
  24. zapraszam na http://wyrzeczenia.blogspot.com/
    zajrzyj poczytaj ,skomentuj ;>

    OdpowiedzUsuń
  25. Robi się pomiędzy nimi coraz goręcej xD Ciekawa jestem,co wydarzy się w domu Jacka...

    OdpowiedzUsuń
  26. "Tym razem nie dbał o delikatność, by nie przestraszyć dziewczyny swoją porywczością" ?? zdanie nie mające sensu jak dla mnie, powinno byc chyba "Tym razem zadbał o delikatnośc, by nie przestraszyc swoją porywczością".... ogólnie rozdziały bardzo krótkie i tak naprawdę wiadomo co się zaraz wydarzy, nie zaskakuje. Nie porwało mnie. Ale to taka moja opinia czytelnika :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Chyba nie zrozumiałaś do końca sensu tego zdania...

    OdpowiedzUsuń
  28. Oj...akcja się rozkręca. I znowu taki faajny pocałunek *u* Jack zabiera Cath do siebie?o_o Ja chcę czytać daaalej! ^^Czekam na nexta ;***

    OdpowiedzUsuń
  29. Proszę Cię, nie daj mi długo czekać;)

    OdpowiedzUsuń
  30. Super!!! akcja się ciekawie rozkręca! czytałam jednym tchem :) jesteś boska!!!!!!!! :*

    OdpowiedzUsuń
  31. Zapraszam do mnie na nową część :) Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Mam szczerą nadzieję, że w ten weekend doczekam sie kolejnego rozdziału;)

    OdpowiedzUsuń
  33. REWELACYJNY rozdział, nie wiem jak przetrwam ten czas do kolejnego ! :) Nie przestawaj pisać :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Wszystkie rozdziały mnie zaskakują,ale ten to już mistrzostwo ! :) Klimat się udziela tak samo jak napięcie między nimi . Szkoda tylko,że rozdziały takie krótkie :(

    OdpowiedzUsuń