środa, 26 czerwca 2013

Rozdział 22 - Miłe spotkanie

Catherine była bystrą dziewczyną. Wiedziała, że powinna uciekać jak najdalej od Browna i tego, co ten mężczyzna postanowił zrobić. Jasne było, że próbuje ją w sobie rozkochać. W końcu, jaki normalny facet rezygnuje z otwartej furtki, jaką zostawia mu kobieta?
W porządku, być może go wykorzystała. Pojawiła się w jego mieszkaniu, nie ukrywając, jak bardzo jest napalona i po prostu rzuciła mu się w ramiona. Oczywiście, mogła już wtedy zaznaczyć, czego oczekuje po wspólnie spędzonej nocy. Przeliczyła się, myśląc, że Jack chce dokładnie tego samego, co ona.
Ale nie żałowała tego, co zaszło między nimi. Jednak ten facet zburzył jej wyobrażenie o dobrym seksie. Wcześniej myślała, że zaliczyła kilka dobrych numerków, jednak jak się okazało, były niczym przy starciu z tym mężczyzną.
Był wspaniały - władczy, męski, nieco ostry. Zapewne żadna kobieta nie potrafiłaby mu się oprzeć. Był niczym żywa erotyczna zabawka, obiekt uwielbienia. Jego umięśnione ciało cieszyło jej oczy. No i miał to zniewalające spojrzenie. Była w tym jakaś dzikość, groza, niedostępność. Dodatkowo, Boże zmiłuj się, ale mogła rozpłynąć się słuchając jedynie jego głosu.
Catherine zerwała się z kanapy posyłając Emmie surowe, pełne dezaprobaty spojrzenie. Przyjaciółka, zamiast ją wspierać, na przykład powtarzając, że Brown zaraz i tak o niej zapomni, znajdując pocieszenie w ramionach innej kobiety, snuła rozważania na temat seksu, o którym Catherine nie chciała rozmawiać.
- Wygląda na takiego, który potrafi zająć się kobietą. Błagam, zdradź mi jakieś szczegóły.
Ale Catherine nie miała zamiaru zdradzać przyjaciółce żadnych szczegółów. Nie dlatego, że swoje życie erotyczne trzymała w największym sekrecie, ale głównie dlatego, iż nie chciała ponownie zagłębiać się we wspomnieniach z poprzedniej nocy. Zamiast tego wolała się skupić na wynikających z niej konsekwencjach.
Po tym, jak Brown zjawił się u niej w pracy nie miała zbyt dużego pola manewru. Była święcie przekonana, że Jack szybko o niej zapomni, a tym samym każde z nich wróci do swojego dawnego życia.
Sprawa jednak prezentowała się nieco inaczej. Przede wszystkim Jack nie miał zamiaru o niczym zapominać. Co więcej, dał jej wyraźnie do zrozumienia, że wciąż jej pragnie i chce, aby to powtórzyli. Dlatego też zaprosił Cath dzisiejszego wieczora na jakieś charytatywne aukcje. Aukcje, które jak się okazywało były bardzo znaczącym wydarzeniem w mieście, gdyż miały się tam pojawić wszystkie ważne osobistości.
- Catherine, daj spokój – jęknęła z niezadowoleniem Emma. – Nie szukaj teraz wymówek. Poszłaś z nim do łóżka, bo tego chciałaś. Nikt cię przecież nie zmusił.
Święta prawda.
- To miał być tylko jednorazowy wyskok. Dlaczego więc, ten idiota zaprasza mnie na jakąś aukcję?
- Trzeba było powiedzieć nie.
- Myślisz, że nie próbowałam?
- Nie mam pojęcia, co robiłaś z nim w biurze. Ale zamiast marudzić, lepiej zabierz się za przygotowywanie kiecki. Chyba nie chcesz stanąć przed nim w tych… dresach? – zapytała Emma wskazując palcem na ulubiony domowy zestaw ciuchów Catherine.
- Czego ty chcesz od moich dresów?
Emma założyła ręce na biodra, unosząc z irytacją brew ku górze.
- Pomijając fakt, że są dresami? – zapytała. Nie czekając na odpowiedź Cath skierowała się do kuchni.
- Nie pomożesz mi? – zawołała za nią Jones.
- Radź sobie sama, kruszynko.
- Przypominam, że to ty mi doradziłaś, bym tamtej nocy poszła prosto do Browna! – zawołała Cath z nutką irytacji w głosie.
- Byłam pijana. Od kiedy słuchasz rad pijanych osób? – spytała Emma wychylając się z kuchni. Widząc jednak przygnębione spojrzenie swojej przyjaciółki, dodała: - Dobra, zaraz znajdziemy ci jakąś kieckę.

~*~

Catherine wiedziała, że powinna ułożyć sobie jakiś plan działania. Albo przynajmniej przygotować kwestię, którą przedstawi przed Brownem, by wyjaśnić mu, że dalsze spotykanie się nie ma najmniejszego sensu. Próbowała namówić Emmę, by ta poszła z nią na tę aukcję w ramach wsparcia, jednak dziewczyna oświadczyła, iż wybiera się na randkę. Widać przyjazd do Atlanty jej służył. Na szczęście, w domu zjawiła się Lily, która z wielkim podekscytowaniem przyjęła fakt, iż będzie mogła spotkać tylu wpływowych ludzi w jednym miejscu.
Catherine z westchnieniem spojrzała na czarną sukienkę, którą miała na sobie. Nie czuła się w niej dość komfortowo. Choć Emma i Lily upierały się, że odkryte plecy i uwidocznione wcięcie w tali czyniły z niej seksualną bestię, Catherine w to nieszczególnie wierzyła. Może dlatego, że najzwyczajniej w świecie czuła się głupio w tej kreacji.
- Znajdę Browna, zamienię z nim kilka słów i zmywamy się stąd – powiedziała Catherine rozglądając się po bogato urządzonej sali hotelowej. Wszyscy zgromadzeni w niej wyglądali elegancko i dostojnie, sprawiając, że Catherine całkowicie zgubiła gdzieś pewność siebie.
- O nie, nie – zaśmiała się Lily. – Chcemy tu być.
Cath unosiła brew ku górze.
- Nie, nie chcemy. A przynajmniej ja nie chcę.
Lily pokręciła głową, wyrażając swoją dezaprobatę.
- Gdybyś naprawdę nie chciała tu być, zostałabyś w domu. Nie udawaj, kochanie. Coś ciągnie cię do tego faceta. I nie ma co się dziwić, ten mężczyzna jest diabelsko seksowny.
Catherine zupełnie nie wiedząc, co odpowiedzieć koleżance tylko prychnęła. Miała nadzieję, że to załatwi sprawę. W końcu była pewna, że jest tu tylko z jednego powodu i bynajmniej nie było nim jakieś przyciąganie. Po prostu chciała w końcu wyjaśnić tę sytuację raz na zawsze. Miała już dość tego ciągłego grania w kotka i muszkę.
- Lepiej znajdę Browna – powiedziała po chwili Catherine, zostawiając za sobą tajemniczo uśmiechniętą Lily.
Gdy tylko Jones ruszyła na poszukiwanie Jack’a, zdała sobie sprawę, jak wielu ludzi zgromadziło się w sali. Rozglądała się po pomieszczeniu z pozorną nonszalancją. I jak to często bywa, w momencie, kiedy chciała się już poddać i stanąć z boku w oczekiwaniu, aż on ją znajdzie, dostrzegła go.
Jack Brown jak zawsze wyglądał doskonale. Miał na sobie elegancki garnitur, ale wciąż emanował poczuciem swobody, pewnością siebie kogoś, kto dobrze się czuje w swoim ciele. Dlatego bez względu na to, co miał na sobie, wyglądał dobrze.
Niestety większą uwagę Catherine skupiła osoba, która stała tuż obok Browna.
Michelle Ander. Była żona Jack’a.
Michelle była piękną kobietą, i choć Catherine przyzwała to niechętnie, pasowała do Browna. Tworzyli piękną parę.
Catherine nieznacznie się skrzywiła. Nie dlatego, że była zazdrosna. Broń Boże. Po prostu… Po prostu… Och, nieważne.
Jack niby od niechcenia rozejrzał się po sali. A gdy jego uwaga skupiła się na Catherine, momentalnie na twarzy mężczyzny zagościł uśmiech.
Brown przeprosił swoją rozmówczynię i momentalnie skierował się w stronę Jones.
- Witaj, Catherine – zaczął.
W ramach powitania ucałował jej policzek.
- Wyglądasz przepięknie – oznajmił omiatając wzrokiem Catherine. – Napijesz się czegoś?
Biorąc pod uwagę, że kiedy piła ostatnim razem, wylądowała w łóżku z Jackiem, odpowiedź była raczej oczywista.
- Nie, dziękuję. Przyszłam, ponieważ muszę ci coś wyjaśnić.
Brown zbarczył brwi.
-  W porządku.
Wziął Cath pod rękę i poprowadził w stronę korytarza. Po przekroczeniu schodów na piętro, Jack otworzył drzwi do jednego z wielu pomieszczeń. Jak się okazało, znaleźli się w jednym z hotelowych pokoi.
- Równie dobrze mogłam powiedzieć ci to na dole – oznajmiła Cath ze słyszalnym przerażeniem w głosie.
Jack zaśmiał się. Po czy spojrzał na nią rozpalonym wzrokiem – prymitywnym i drapieżnym.
Catherine była teraz obiektem pożądania mężczyzny w eleganckim garniturze, stojącym pół metra od niej i musiała przyznać, że było to znacznie bardziej ekscytujące i z pewnością jeszcze bardziej niebezpieczne. Może dlatego, że takiemu mężczyźnie trudniej byłoby odrzucić zasadny cywilizowanego zachowania?
Catherine wiedziała, że musi zakończyć tę sprawę już teraz. Nie chciała igrać z ogniem. Kto wie, co może stać się, jeśli jeszcze przez chwilę będzie patrzeć wprost na tego seksownego mężczyznę, kiedy znajdują się tylko we dwoje w pięknej hotelowej sypialni…
- Przestań – zażądała. – Jestem tu tylko i wyłącznie po to, by powiedzieć, że nasza znajomość nie ma sensu. Przyznaję, było miło, ale na tym koniec.
- „Miło”? – prychnął Jack. – Miło… - powtórzył jeszcze raz, jakby testując to słowo w swoich ustach, sprawdzając jego brzmienie.
- Tak, Jack. Było miło. I na tym koniec.
Cath najwyraźniej nadal nie dostrzegała błędu, jaki popełniła.
- Nie, Catherine. Nie było „miło”. Było gorąco, seksownie i ostro. Nie minął nawet jeden dzień, a ty już zapomniałaś? Chyba muszę ci co nieco przypomnieć z zeszłej nocy.
 Zrozumiała sens powiedzenia: „diabeł mnie podkusił”. Prezentujący się przed nią mężczyzna był grzesznie cudowny. Uświadomiła sobie, czym jest czyste, nieskrępowane pożądanie. Dlatego, gdy Jack się do niej zbliżył, nie była w stanie się opierać.
Mężczyzna momentalnie zdobył je usta. Jack miał wspaniałą, pełną dolną wargę, która aż się prosiła o pocałunki. Chciała pochwycić ją zębami, otrzeć się policzkiem o zarost, który zawsze zdawał się pokrywać jego szczękę.
Jack mocnym i pewnym ruchem złapał dziewczynę za pośladki i uniósł ją, przenosząc na sypialne łóżko.
Chwilę później marynarka Jack’a leżała na podłodze, a koszula była wyciągnięta ze spodni. Włożyła pod nią ręce w poszukiwaniu ciepłej skóry. Poczuła twarde jak stal mięśnie. Z całą pewnością jego ciało było pociągającym, seksownym dziełem sztuki.
Jack także nie zwalniał. Jego dłonie przesuwały się po udach Catherine w górę, by w końcu dotknąć jej płci.
Żadne z nich nie chciało czekać. Byli siebie spragnieni, jakby wczorajsza noc im zupełnie nie wystarczała. Byli pochłonięci surową żądzą, chęcią i pragnieniem, jakby nie mieli mieć nigdy dosyć.
W tym mężczyźnie było coś, co odbierało jej zdolność logicznego myślenia. Wyglądał pierwotnie i męsko, jak facet, który potrafi docenić piękną kobietę. Jak mężczyzna, który wie, co z robić z kobietą, kiedy ją zdobędzie.
- Weź mnie – westchnęła. Słowa wypowiedziała z trudem. Nie mogła widocznie oderwać myśli od rąk Jacka i tego, co teraz jej robiły.
Brown nie chciał się śpieszyć. Pragnął nasycić się Catherine, ale dobrze wiedział, że czas mu na to nie pozwala. Piętro niżej lada moment miała rozpocząć się aukcja, której zresztą był współorganizatorem.
- Trzymaj się, skarbie.
Chwila przerwy, choć tylko po to, by nałożyć prezerwatywę była dla Catherine wiecznością, jednak gdy tylko ustawił się przy jej wejściu, wszystkie myśli zniknęły.
I wziął ją. Najpierw łagodnie, chociaż nie nieśmiało. Wcale nie. Trzymał ją mocno, jego twarde ciało naciskało na nią sprawiając, że kolana drżały, a serce mocniej biło.
Jego ciepły, mokry język dotykał jej warg. Westchnęła, a on wykorzystał okazję, żeby zanurzyć język w jej ustach.
- Mocniej – szepnęła, gdy ich usta oderwały się na siebie.
Jack zaśmiał się z twarzą przy jej szyi.
I wtedy naprawdę zaczął się poruszać.
- Proszę…
Catherine nie wiedziała, o co prosiła. W plątaninie różnych myśli nie znalazłaby zapewne nawet żadnej odpowiedzi, gdy takowej poszukiwała. Teraz była skupiona tylko na jednym. Na mężczyźnie, który całkowicie zawładnął jej ciałem.
Dotykał jej pupy, ocierał się piersią o jej piersi, nie zwalniając tempa. A ona uwielbiała każdy jego ruch.
Rozkosz rozchodziła się w niej, narastała. Nie mogła już, i z pewnością nie chciała, powstrzymywać tego w sobie. Ciepło rozlało się po całym jej ciele.
Osiągnęła spełnienie, krzycząc jego imię, a chwilę później szczytował i Jack.



Catherine westchnęła głęboko. Wciąż leżała na sypialnym łóżku, podczas gdy Jack zakładał na siebie marynarkę. Kochali się, mając na sobie większość ubrań, co uczyniło sam akt bardziej pierwotnym i drapieżnym.
- No cóż, myślałam, że jak powiem ci, iż to koniec, faktycznie tak będzie. Nie łatwo przyjmujesz odmowę, hm?
Catherine doskonale zdawała sobie sprawę, że nie może zrzucać winy tylko na Jack’a. W końcu sama była sobie winna. Przecież zamiast poddawać się temu mężczyźnie, mogła powiedzieć „nie”.
Brown prychnął.
- Wysyłasz sprzeczne sygnały, skarbie – zaśmiał się Jack. – Mam jednak nadzieję, że tym razem nie powiesz mi, iż było „miło”.
Catherine pokręciła głową z dezaprobatą, po czym wstała z łóżka by poprawić swój strój.
- Sprzeczne sygnały? – powtórzyła starając się nie zwracać uwagi na fakt, że nazwał ją skarbem.
- Dokładnie. Przychodzisz tu w diabelsko seksownej sukience i mówisz mi, że to koniec. A co dzieje się chwilę później?
- Też mi coś. Ja przynajmniej na spotkanie z tobą nie przyprowadzam swojego byłego.
Jack uniósł brwi ku górze, wyraźnie zdezorientowany.
- Zazdrosna?
- Chciałbyś.
- Być może. Ale w gwoli ścisłości, nie przyprowadziłem jej tutaj. Elle jest współorganizatorką całej tej aukcji.
Catherine wzruszyła ramionami, zmierzając w stronę drzwi. Nie mogła jednak nie dostrzec, że zamiast jej pełnego imienia użył zdrobnienia.
- Nie ważne. To nie moja sprawa, panie Brown. Muszę iść.
I nim Jack zdążył wykonać jakikolwiek ruch, wyszła z pokoju, szybkim rokiem zmierzając na dół.
W oka mgnieniu odnalazła Lily, która zdawała dobrze się bawić w towarzystwie pewnego biznesmena.

- Wychodzimy – oznajmiła stanowczo Jones. – Teraz.

Jeśli czytasz to opowiadanie, proszę, oddaj głos w ankiecie znajdującej się
 pod samym nagłówkiem na pasku bocznym bloga. 

23 komentarze:

  1. Swietnie swietnie! Kocham Twoje opowiadanie i czekam na więcej!

    OdpowiedzUsuń
  2. ho ho ho...ładnie się dzieje, nie ma co. Ja tu widzę delikatne naleciałości z Greya( ale zupełnie nie mam Ci tego za złe;) )..Ale piza tym, to definitywnie Cath się boi tego uczucia i już głowa ( i nie tylko ) W tym Jacka, żeby ją przekonał do siebie;)
    pozdr.
    K.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytam każdy rozdział na jednym tchu! cudownie piszesz! Rozdział pikantny! tak trzymaj! Czy Catherine się wkońcu zdecyduje?? Mało pewna się stała od przespania z Jackiem!

    OdpowiedzUsuń
  4. cudowne jak zawsze. Jestem ciekawa jak dalej potoczą się ich losy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Naprawdę robi się coraz ciekawiej. Gorący rozdział. Ale znalazłam kilka literówek.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak tylko przeczytałam, że zabiera ją do pokoju, to wiedziałam jak to się skończy ;) Ach, super opis zbliżenia - rozpływam się :)

    OdpowiedzUsuń
  7. no, no jest po prostu genialny. ;) widać Greya ale opowiadanie w samo w sobie jest bardzo wciągające. ;p
    czekam na ciąg dalszy. ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. NO NIE WIERZE! to jest niesamowite :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Hmm nie myslałam ze tak zakończysz:D Ciekawie! :)))

    OdpowiedzUsuń
  10. Już chciała zakończyć ich znajomość, a tu proszę. Z panem Brownem nie ma tak łatwo ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. chyba powinnam przestac czytac to opowiadanie, bo zawsze kiedy przeczytam rodzial to chce juz kolejny, kolejny i kolejny :( nie nawidze czekac, tym bardziej jezeli cos tak niesamowicie mnie ciekawi, a to co wydarzy sie w kolejnym rodziale ciekawi mnie niesamowicie! dlatego blagam dodaj go jak najszybciej <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Potrafisz trzymać emocje w czytelnikach!

    OdpowiedzUsuń
  13. Jeszcze, jeszcze, jeszcze... :-D czekam z zapartym tchem na ciąg dalszy :-D

    OdpowiedzUsuń
  14. Uwielbiam Cię i twoje "pióro" :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Pamiętasz jeszcze na pozór zupełnie zwyczajną historię grupy przyjaciół, którzy w poszukiwaniu przygód i nowych doświadczeń wyruszyli do obcego sobie miasta? Opuścili rodzinę, znajomych, wszystko co kochali... Jednak mieli siebie. Ale dlaczego to zrobili? Los bywa przewrotny, a oni za swoje czyny poniosą spore konsekwencje. Zapraszam na dopiero co reaktywanego bloga. Przypomnij sobie ich dotychczasowe losy i poznaj nieco więcej sekretów.

    ---> http://you-love-me-and-i-love-you.blogspot.com/ <---

    OdpowiedzUsuń
  16. Czekam, czekam i nie moge się doczekać!

    OdpowiedzUsuń
  17. prosze dodaj co nieco :P

    OdpowiedzUsuń
  18. To był chyba najlepszy rozdział do tej pory, chociaż oczywiście uwielbiam całe opowiadanie od samego początku :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Mam pytanie czy on ją wogóle kocha ?? w ostatnim rozdziale tak myslałam ale teraz to niewiem ...

    OdpowiedzUsuń
  20. Świetne :-) szkoda że już zakończony :-(

    OdpowiedzUsuń