piątek, 26 kwietnia 2013

Rozdział 15 - Przeszkody


Tworzenie planów działania nigdy nie było mocną stroną Catherine. Wręcz przeciwnie. Co prawda, lubiła trzymać rękę na pulsie i unikać nieprzyjemnych niespodzianek, ale żeby od razu wszystko analizować? Z pewnością nie to było jej zamiarem. Niestety sprawy zaczęły przyjmować nieco inny bieg. Nie chodziło już jedynie o to, że Jack Brown zaproponował jej przyjaźń. Była w stanie zrozumieć, że ten mężczyzna potrzebuje czegoś więcej, bo z pewnością nie była idealną kandydatką dla niego. Tym razem chodziło o coś jeszcze. Mianowicie o Harrego Thomasa, który nagle postanowił zrezygnować z pójścia z nią na drinka. Ot tak po prostu, powiedział, że coś mu wypadło i szybko zniknął. Catherine była pewna, że coś nie gra. Nie wiedziała tylko co. Nie mogła pozbyć się jednak nieprzyjemnej myśli, że to z nią jest coś nie tak. Najpierw Brown, potem Thomas. Definitywnie coś było na rzeczy.
Dlatego, następnego dnia Catherine była bardziej niż zdeterminowana, by dowiedzieć się, co robi źle. Przyszła do pracy znacznie wcześniej, niż zwykła i od razu pokierowała się na piętro, na którym urzędował Harry. Po drodze rozważała kilka scenariuszy, zastanawiając się, jak powinna to wszystko rozegrać. Nie chciała wyjść na desperatkę, łaknącą randki z jakimkolwiek mężczyzną, bo przecież nie tak to wszystko się prezentowało. Prawda była taka, że do momentu, w którym Jack zaproponował jej przyjaźń, nie zależało jej na żadnej randce. Winę mogła więc zrzucić tylko i wyłącznie na Browna, bo to on rozbudził w niej tę dziwną potrzebę udowodnienia sobie, że wszystko z nią w porządku.
Przeszła przez recepcję uważnie rozglądając się po pomieszczeniu. Dopiero po chwili zobaczyła swój cel.
Thomas nachylał się nad niewielkim boksem, przy którym siedział inny mężczyzna, którego Catherine nie znała z imienia.
- Harry, masz chwilę? – zagadnęła od razu, zwracając na siebie uwagę mężczyzn.
Thomas szybko odwrócił się w jej stronę. Na jego twarzy pojawił się dziwny grymas, którego Catherine nie potrafiła zinterpretować.
- Jasne – odpowiedział szybko.
Wyminął dziewczynę, kierując się w stronę drzwi swojego gabinetu. Nie wszedł jednak do środka, a zatrzymał się w przejściu.
- W czym problem? – zapytał, rozglądając się niepewnie, jakby szukał szpiega.
- Wszystko w porządku, Harry? Zachowujesz się jakoś dziwnie.
- Ponieważ lubię tę pracę, Cath.
Dziewczyna zmarszczyła brwi, zupełnie nie rozumiejąc, co to dokładnie znaczy. Już zaczynała dziękować losowi, że jednak nie poszła z tym facetem na drinka, bo Thomas był co najmniej dziwny. Coś jednak ją podkusiło.
- Co to ma do rzeczy?
Harry zmierzył ją surowym spojrzeniem.
- Catherine, nie wiem, co jest pomiędzy tobą a Jackiem Brownem, ale proszę, nie mieszaj mnie do tego. Lubię tę pracę i nie mam zamiaru jej stracić.
- Dlaczego miałbyś ją stracić?
To zdecydowanie było dziwniejsze niż myślała. Już zaczynała szukać winy w sobie, ale teraz była pewna, że ten mężczyzna ma poważne zaburzenia psychiczne.
- Catherine, nie udawaj, że nie wiesz o co chodzi. Jak już powiedziałem, nie chcę się w to mieszać. To sprawa pomiędzy tobą a Brownem. Ja mam zamiar zatrzymać tę pracę, więc będę trzymał się jego wskazówek.
- Jakich, do diabła, wskazówek? – Catherine pomału zaczynała tracić cierpliwość.
Harry zaśmiał się.
- Brown określił się jasno. Mam się trzymać z daleka od ciebie, jeśli chcę zatrzymać tę pracę. Dlatego, jeśli wybaczysz, wrócę do moich obowiązków.
Thomas przekroczył próg swojego gabinetu, zamykając za sobą drzwi. Zdecydowanie nie był już zainteresowany randkowaniem z Catherine, ale przynajmniej znała tego powód. I była wściekła. Nie mogła pojąć, po co Jack zadał sobie tyle trudu, by ingerować w jej sprawy. Jakim prawem dyktował z kim może się spotykać po tym, co sam jej zaoferował?
Wycofała się w stronę wyjścia, nie mogąc przestać o tym myśleć. Skierowała się jak najszybciej na odpowiednie piętro, po czym szybko zasiadała za swoim biurkiem sięgając po telefon. Zerkając na rozpiszę, wykręciła odpowiedni numer.
- Cloe Hughes, asystentka pana Browna. W czym mogę pomóc?
Catherine pochłonięta rządzą mordu nie zdążyła przemyśleć tego, co zamierza powiedzieć Jackowi, ani jego asystentce. Nie oznaczało to jednak, że miała zamiar się wycofać. Co to, to nie.
- Dzień dobry, z tej strony Catherine Jones. Dzwonię z biura Lucasa Greena. Muszę pilnie porozmawiać z panem Brownem.
- Witaj, Catherine – odpowiedziała znacznie cieplejszym głosem. Cath zupełnie zapomniała, że Cloe jest zarówno dziewczyną Daniela, jej dobrego przyjaciela, jak i zaufaną asystentką Jacka. Najwyraźniej przyszedł czas, by to wykorzystać. - Przykro mi, ale pan Brown ma dzisiaj dzień wolny. Może mam coś przekazać?
Catherine zacisnęła dłoń na słuchawce. Oczywiście, kiedy naprawdę chce z nim porozmawiać, Jack znika.
- Mogłabyś mi powiedzieć, gdzie mogę go znaleźć?
Chwila ciszy była zdecydowanie spowodowana wahaniem się dziewczyny.
- Chciałabym ci pomóc, Catherine, ale nic na ten temat nie wiem. Przykro mi.
- W porządku.
- Przekazać panu Brownowi, gdy tylko się pojawi, że dzwoniłaś?
- Nie – odpowiedziała z rozdrażnieniem. Wolała, żeby głowa Jacka znalazła się na srebrnej tacy prędzej niż później. Nie mogła więc na niego czekać. – Dziękuję.
Catherine z pewnością potrzebowała chwili, by odetchnąć. Niestety, czasem tak bywa, że pochłonięci żądzą mordu nie często mamy czas, by się zatrzymać, choćby na kilka sekund, i wszystko przemyśleć.
Jones wstała od swojego biurka i przeszła do gabinetu Greena. Zapukała, by zaraz potem wejść do środka.
- Szefie – zaczęła. – Nie przychodziłabym, gdyby to nie było bardzo ważne, ale…
- Coś się stało, Cath?
- Chodzi o moją przyjaciółkę – skrzywiła się, niezadowolona, że zaczęła od kłamstwa. Z pewnością nie była najlepszą aktorką, ale tym razem wszelkie uprzedzenia odsunęła na bok. Nie chciała okłamywać Lucasa, ale jaki miała wybór? Gdyby powiedziała mu, że ma zamiar wydusić siłą zeznania z Jacka Browna, Green z pewnością by jej nie puścił. – Ma jakieś kłopoty. Miałbyś coś przeciwko, gdybym wyszła na godzinę? Naprawdę źle się czuję, prosząc cię o to, ale…
- Wszystko w porządku, Catherine. I tak zaraz wychodzę na spotkanie. Jedź i załatw to byś mogła spokojnie zająć się pracą.
Zdecydowanie Lucas Green mógłby startować w plebiscycie na szefa roku i Catherine namówiłaby tabun ludzi, by oddali na niego głos. Dziewczyna miała jednak nadzieję, że już więcej nie będzie musiała wykorzystywać jego dobrego serca. A przynajmniej nie za sprawą kłamstwa.
- Dziękuję.

~*~

Catherine preferowała unikanie. Unikanie wszelkich problemów osobistych uważała za najlepsze rozwiązanie. Dlatego zawsze siedziała z boku i nie wtrącała się w to, co robią inni. Udawała także, że nie widzi, gdy ktoś przejmował kontrolę nad jej decyzjami. Teraz jednak nie mogła siedzieć cicho. Za żadne skarby świata. Musiała w końcu przejąć kontrolę. Zająć się swoim życiem, a przede wszystkim poukładać kilka spraw. Żeby to jednak zrobić musiała otrzymać kilka odpowiedzi. Na jej nieszczęście, mógł ich udzielić tylko jeden człowiek.
Uderzyła kilkakrotnie pięścią w masywne drzwi prowadzące do mieszkania Jacka Browna. Nie miała zamiaru puścić mu tego płazem. Jakby nie było, Jack sam wycofał się z gry. Nie miał więc prawa dyktować jej z kim będzie się spotykała. Miała prawo do jednorazowej przygody z Harrym wczorajszego wieczoru, bez względu na to, czy żałowałaby tego, czy nie.
Po chwili drzwi mieszkania otworzyły się szeroko. W progu nie stał jednak wysoki, seksowny biznesmen, a niska, pulchna kobieta, najprawdopodobniej Hiszpanka. Cath mogła jedynie zgadywać, że jest gosposią Browna.
- W czym mogę pomóc? – zapytała, patrząc niepewnie na Catherine, jakby się spodziewała, że ta zaraz wyjmie zza pleców broń.
- Szukam Jacka Browna. Jest w domu? Cloe powiedziała, że wziął sobie dzień wolny.
Hiszpanka spojrzała na Jones podejrzliwym wzrokiem.
- A ty jesteś?... – zapytała z wyraźnym hiszpańskim akcentem.
- Catherine Jones.
Kobieta wzruszyła ramionami, dając tym znak, że nie słyszała o takiej osobie.
- Jest w domu? – zapytała ponownie, nie doczekawszy się żadnej odpowiedzi ze strony kobiety.
- Pan Jack nie przyjmuje dzisiaj gości.
Nim kobieta zdążyła wykonać jakikolwiek ruch, by zamknąć drzwi, Catherine wtargnęła do mieszkania. Hiszpanka nie miała jednak zamiaru przyjąć tego ze spokojem.
- Dzwonię na policję! – zawołała za Cath, biegnącą w stronę schodów, zaraz po tym, jak przemierzyła wzrokiem dół.
- Cześć Sammy – zawołała po drodze do psa, dezorientując tym całkowicie Hiszpankę.
- Niech pani się zatrzyma! – zawołała, biegnąc za Jones, kurczowo trzymając telefon w ręku. – Zaraz zadzwonię na policję.
Catherine nie przejmując się żadnymi pogróżkami ze strony kobiety wkroczyła na piętro. Instynktownie pokierowała się w stronę sypialni Jacka, spodziewając się tam go zastać. W końcu była ósma rano, gdzie indziej mógłby być?
Z impetem otworzyła drzwi jego sypialni. Mężczyzna leżący na łóżku gwałtownie podniósł głowę.
- Catherine? – zapytał zaspanym głosem.
Dziewczyna momentalnie znalazła się przy jego łóżku i zwinnym ruchem sięgnęła po poduszkę. Nie zastanawiając się dłużej wycelowała nią prosto w Jacka.
- Jak mogłeś? – warknęła, uderzając go puchowym przedmiotem w głowę.
- Cathe…
Kolejne uderzenie uniemożliwiło mu dokończenie choćby tego jednego słowa.
- Palant! – następne uderzenie. – Skończony palant!
- Panie Brown?... – do sypialni wbiegła Hiszpanka, odwracając tym samym uwagę Catherine od celu. – Czy?...
- Sammy chyba potrzebuje spaceru, Lucia – oznajmił stanowczym głosem Brown, równocześnie wykorzystując moment nieuwagi Jones, by skonfiskować jej poduszkę.
W chwili, gdy Hiszpanka odeszła, uprzednio spoglądając ostrzegawczo na Catherine, Jack wstał mierząc Catherine rozgniewanym spojrzeniem.
- Co do cholery? – zapytał ostro.
- Ty się jeszcze pytasz? – warknęła, zakładając ręce na biodra, gotowa odeprzeć atak Browna. Patrzyła mu prosto w oczy, wiedząc, że z pewnością nie przegra tej walki. – Najpierw mnie odrzucasz, a potem zabraniasz innemu mężczyźnie spotykać się ze mną! Co to ma znaczyć? Nie masz prawa się wtrącać!
Jack westchnął przeciągle.
- O to chodzi? Po to całe zamieszanie? Catherine, mam dzisiaj wolne, a ty wbiegasz tutaj, jakby się paliło – powiedział spokojnie, mierzwiąc sobie ręką włosy.
Być może właśnie ta lekceważąca postawa sprawiła, że złość w Catherine rozbrzmiała na nowo, może nawet z podwójną siłą.
- Żartujesz sobie?! – warknęła. – Powiedziałeś, że chcesz przyjaźni, do diabła. Nie masz więc prawa decydować z będę sypiać, Brown.
Nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, Jack się ożywił. Jego mięśnie momentalnie się napięły, ale wciąż miał zniewalające spojrzenie. Była w tym jakaś dzikość, groza, niedostępność.
- Tego właśnie chciałaś? Iść do łóżka z tym facetem?
- To nie twój interes!
Jack uniósł wskazujący palec ku górze i zaczerpnął powietrza, jakby chciał coś powiedzieć, jednak z jego ust nie wydobył się żaden dźwięk. Zamiast tego, w ułamku sekundy zrobił krok do przodu i położył rękę na karku dziewczyny, przyciągając ją do siebie. Ich usta momentalnie się spotkały, jednak nie był to pocałunek, jakimi do tej pory Jack obdarzał Catherine. Teraz ich usta zetknęły się w gorącym, drapieżnym pocałunku. Pełnym złości, ale i również pożądania. Pożądania tak wielkiego, że wszystkie myśli Catherine i zamiary z jakimi tu przybyła, gdzieś się ulotniły. Skupiała się jedynie na tym, by nie przestać oddychać. Moc i bojowość pocałunku budziła w niej jednocześnie strach i zachwyt. Ich języki walczyły o dominację, a ciało płonęło gorącem.
Catherine nie wiedziała, w którym momencie Jack zdołał ją podnieść, bądź też pokierować w odpowiednim kierunku, ale w pewnej chwili znalazła się na łóżku, co uświadomiła jej chłodna pościel pod jej rozgrzanym ciałem.
Instynktownie przyjęła Jacka rozchylając nogi i owijając je wokół jego bioder. Do tej pory myślała, że zdarzenie, które miało miejsce w kuchni pomiędzy nią a Jackiem było najgorętszym momentem jej życia. Teraz wiedziała, że nie doceniła w pełni Jacka i jego umiejętności rozbudzania jej zmysłów. Pragnęła go w tym momencie tak, jak nigdy wcześniej mężczyzny i była gotowa go zdobyć. Wiedziała, że Jack zapewne ma nadzieję, na niezobowiązujący numerek i była gotowa mu to dać. Sama tego chciała.
Nie zwykła angażować się w żadne poważne związki i wiedziała, że z tym facetem jest to niemożliwe. Była pewna, że żadne z nich tego nie chciało. Co więc stało im na przeszkodzie?
Najwyraźniej Jack jakąś znalazł, gdyż nagle odsunął się od dziewczyny. W mgnieniu oka, a przynajmniej tak wydawało się Catherine, która leżała zdezorientowana na łóżku, Jack znalazł się przy stoliku nocnym i sięgnął swój telefon, odbierając go.
- Jack Brown.
Catherine nie słuchała rozmowy mężczyzny. Była co najmniej oburzona jego zachowaniem. W momencie, gdy uświadomiła sobie, że jest gotowa pójść z tym mężczyzną na całość, on rezygnował. Może Lily miała racje i Cath faktycznie źle całowała. Szybko jednak odrzuciła tę opcję przypominając sobie, co stało się pomiędzy nimi przed chwilą. Z pewnością nie całowała źle. A nawet jeśli tak było, była gotowa wziąć kilka lekcji od specjalisty w tej dziedzinie.
- Wybacz, Catherine. Trochę mnie poniosło.
Dopiero po chwili uświadomiła sobie, że Jack zwraca się do niej. Wciąż lekko zamroczona podniosła głowę do góry zerkając na mężczyznę. Nie czuła się tak dobrze, jak chwilę temu. Można powiedzieć, że teraz było jej nawet lekko wstyd ze względu na swoje zachowanie.
- W porządku.
Uniosła się do pozycji siedzącej, po czym rozejrzała się po pokoju, szukając jakiejkolwiek deski ratunku z tej niezręcznej sytuacji.
- Może zjemy śniadanie? – zaproponował. Najwyraźniej nawet Pan Tajemniczy nie był  teraz do końca swobodny, nawet będąc w swoim domu.
- Muszę wracać do pracy.
- To tylko śniadanie, Catherine. Jeśli chcesz zadzwonię do Greena i powiem, że się trochę spóźnisz. Jaka to przyjemność z bycia szefem, kiedy nie możesz nikim dyrygować?
Z pewnością Catherine nie chciała, by Jack dzwonił do Lucasa. W końcu przed wyjściem powiedziała mu, że musi załatwić sprawę z przyjaciółką, a nie z Jackiem. Nie miała zamiaru zostać przyłapana na kłamstwie.
- Nie trzeba. Zakładam, że Lucas wybaczy mi półgodzinne opóźnienie.
Jack uniósł brew.
- Jesteście po imieniu?
- To jakiś problem? – zapytała zakładając ręce na piersi z lekkim uśmiechem.
Nie mogła zaprzeczyć, podobały jej się podchody Browna. Jakakolwiek oznaka jego zainteresowana jej życiem teraz była na wagę złota. Chciała go zdobyć i wiedziała, że z pewnością jej się to uda. Nawet jeśli miałaby skorzystać z pomocy swojej szalonej współlokatorki.
- Śniadanie czeka – oznajmił, wymigując się od odpowiedzi.


Zaledwie chwilę później Catherine siedziała już na stołku barowym w kuchni Browna, z uwagą przyglądając się mężczyźnie krzątającemu się po pomieszczeniu. W końcu Jack wyjął dwie miski i postawił je na blacie. Oboje zgodnie postanowili, że zjedzą płatki z mlekiem. Catherine z pewnością było to na rękę, gdyż śpiesząc się rano do redakcji, by porozmawiać z Harrym zapomniała o śniadaniu.
- Zagrzeję tylko mleko – oznajmił Jack.
- Jesz płatki z ciepłym mlekiem? – skrzywiła się.
Jack spojrzał w jej stronę unosząc brew ku górze.
- To źle?
- No raczej. Nie ufam ludziom, którzy grzeją mleko do płatków.
Brown uśmiechnął się łobuzersko.
- Ja nie ufam ludziom, którzy dodają do płatków zimne mleko – oznajmił stawiając na blacie paczkę płatków śniadaniowych o smaku czekoladowym.
- Przynajmniej w jednym się zgadzamy – dodała, patrząc mimochodem na paczkę swoich ulubionych chrupek.
W tym samym momencie rozdzwonił się jej telefon, uzmysławiając Cath, że następnym razem będzie musiała go wyłączyć przed spotkaniem z Brownem. Nie chciała, by w przyszłości coś im przeszkodziło, gdy zupełnie przypadkowo znajdą się w podobnej sytuacji, jak ta, co rozegrała się w jego sypialni, bądź na blacie kuchennym.
Na wyświetlaczu telefonu migało imię najlepszej przyjaciółki Catherine. Choćby bardzo chciała, nie potrafiła tego zignorować.
- Przepraszam na chwilę – zwróciła się do Browna, po czym zeskoczyła ze stołka barowego odchodząc na kilka kroków. – Tak, słucham?
- Cześć, Cath – powiedziała radośnie Emma. – Nie odzywałaś się długo.
- Miałam kilka rzeczy na głowie. Wszystko w porządku?
Emma roześmiała się.
- To zależy jak na to spojrzeć. Powiedz mi, moja droga, ile zajmie ci przyjechanie na lotnisko, by odebrać stamtąd mój tyłek. Tak się składa, że jestem w Atlancie.
Catherine zastygła w bezruchu. Oczywiście to był odpowiedni moment, by zapytać Emmę, co ją skłoniło do przylotu do Atlanty i dlaczego wcześniej nic na ten temat nie powiedziała, ale tak się złożyło, że te wszelkie pytania tego typu zeszły bok.
- Nie ruszaj się stamtąd – powiedziała po chwili.  – Zaraz będę.


21 komentarzy:

  1. Tak na wstępie: ja też nie ufam ludziom jedzącym płatki z zimnym mlekiem, brr.. :)
    Rozdział chyba nieco krótszy niż wszystkie, albo po prostu tak szybko mi czas minął jak go czytałam! Jack mnie dobija po prostu! Ewidentnie widać, że facet chce się dobrać do Cath, ale coś go powstrzymuje. Tylko co? Czy to przez spotkanie z ex? Intrygujące... A cóż Emma robi w Atlancie? Czekam niecierpliwie na 16, jestem bardzo ciekawa co wymyślisz ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. ZAJEBISTE <3
    kocham to opowiadanie:))))))))))) za każdym razem czuje adrenalinę..wczuwam się w to wszystko :D
    pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  3. No i kolejny raz spaprał sprawę, no co za facet! :)

    Znów będę usychać przez następne kilka dni, czekając na to co wydarzy się dalej, ale dziękuję za umilenie wieczoru! :)

    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział , czekam z niecierpliwość na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  5. świetny rozdział tylko prosze nie każ nam długo czekac na następny :P bo czuje się nie nasycona tym ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetnie piszesz, rozdział ujmujący :)! Mam nadzieje, że wkrótce pojawi się następny :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jack mnie zadziwia ;) Ciekawa jestem, jak długo oboje wytrzymają te jego podchody ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozdział rewelacyjny.....cóż tu więcej mówić. Tylko nie każ mi zbyt długo czekać na kolejny.! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Rozdział świetny. Spodobał mi się zwłaszcza fragment, gdy Cath wparowała do domu Jacka i okładała go poduszką. Musiało to zabawnie wyglądać. Ciekawa jestem jeszcze po co Emma przyleciała do Atlanty.

    OdpowiedzUsuń
  10. to jest niesamowite !

    OdpowiedzUsuń
  11. Ohayo ;)
    Kurde tak mnie to zastanawia. Najpierw ułożyłas fabułę i plan wydarzeń, czy korzystasz z pomysłów na chwilę obecną?
    Super, że Catherine przejęła pałeczkę. Z drugiej strony co skłoniło Jack'a do " przyjaźni" przecież ona wyraźnie mu się podoba.
    No a to podobno kobiety są skomplikowane...
    Rozdział jest świetny ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tworząc rozdziały korzystam z pomysłów na chwilę obecną. Oczywiście zaczynając opowiadanie miałam w głowie jakiś ogólny zarys, ale po drodze gdzieś się zmył. Tak więc, teraz pozostaje mi tylko moja wyobraźnia podczas tworzenia. Dlatego właśnie powodem pojawiania się rozdziałów w lekko opóźnionym terminie (oprócz ślęczenia nad książkami) jest właśnie problem "ugryzienia" danego rozdziału. Chwilami po prostu moje pomysły są w stanie hibernacji i nic na to nie mogę poradzić. ;P

      Tak, Jack zdecydowanie jest skomplikowanym facetem. Postaram się jednak wyjaśnić w następnym poście, dlaczego.
      Cieszę się ogromnie, że rozdział Ci się spodobał.

      Pozdrawiam ciepło!

      Usuń
  12. Witam. Przepraszam za spam, ale chciałabym poinformować, iż ruszyła nowa ocenialnia na blogspot! Jeżeli nie boisz się krytyki i chcesz usłyszeć całą prawdę o swoim blogu - zgłoś się!
    Analizuje-my.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. O kurczę...widze że Jack coś miesza,dlaczego do jasnej cholery odsunął się od niej, jak ...ech...wiemy że jej pragnie, wiemy że nie należy do cierpliwych, ale nie wiemy dlaczego się tak ociąga.....czekamy ;)
    K.

    OdpowiedzUsuń
  14. Znowu wracamy do podchodów, a już zaczynało się robić gorąco...
    Palant - to stwierdzenie zdecydowanie pasuje do Jacka, a swoją drogą mówiłam, że Jack popamięta, gdy Cath dowie się, że groził Thomasowi. Chociaż wg mnie "bitwa na poduszki" to niezbyt poważna kara, przypominało mi to raczej grę wstępną... ale zaraz... właśnie nią była, bo przecież zaraz potem zrobiło się nad wyraz ciekawie.
    Kurczę, myślałam że ta dwójka dorosłych ludzi wreszcie się zdecyduje, że obojgu im na sobie zależy, ale nie! bo to przecież byłoby za proste.
    Rzeczywiście iskierki poleciały, jak obiecałaś, ale jeszcze za mało :) Chcę więcej :)
    Gorąco pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z początku miałam zupełnie inną koncepcję na ten rozdział, ale niestety w trakcie pisania to wszystko nieco się pozmieniało. Następne dwa rozdziały mam mniej więcej ułożone w głowie, ale zobaczymy. Może teraz przez te kilka dni wolnego (kochany maj!) uda mi się to wszystko jakoś posklejać.

      Pozdrawiam ciepło! :)

      P.S. Fakt, Jack ostatnio jest nieco palanciasty. ;D

      Usuń
  15. Jak zwykle super :-D

    OdpowiedzUsuń
  16. jestem w szoku tym rozdziałem, najpierw się kłócą później lądują w łóżku i co on przerywa Jack jest niemożliwy..
    a co do Emmy też jestem ciekawa po co przyjechała do Atlanty, założę się, że Jack Cath podwiezie na te lotnisko. :)
    kocham te opowiadanie, pozdrawiam. ;p

    OdpowiedzUsuń
  17. Keidy kolejny rozdizał?

    OdpowiedzUsuń
  18. Ohohohohohhoih! To ja czekam nie odchodzę nigdzie !

    OdpowiedzUsuń